Było uroczyście, ale bez przesadnego patosu. Były oficjalne powitania, polityczne oklaski i chwila zabawy. Było delikatnie i brawurowo – Beethoven powrócił!
Doczekaliśmy się – koncert inauguracyjny wprawdzie już za nami, ale przed nami dopiero 11 dni muzycznej rozpusty. Program 21. Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena, pod kuratelą pani Elżbiety Pendereckiej, opanowuje warszawską scenę wydarzeń kulturalnych.
Najmocniejszym punktem wczorajszego koncertu była bez wątpienia interpretacja Wyspy umarłych Rachmaninowa (zainspirowanego obrazem szwajcarskiego malarza Arnolda Böcklina). Pod batutą Josepa Ponsa, hiszpańskiego dyrygenta, orkiestra Deutsche Radio Philharmonie Saarbrücken Kaiserslautern nadała temu i tak mrocznemu poematowi jeszcze silniejszej, melancholijnej głębi. Brzmienie sekcji smyczkowej było niezwykle delikatne – chwilami (siedziałam w dalszym rzędzie) dźwięk, który dało się słyszeć z miarodajnych pociągnięć smyczka, przypominał prawie niedostrzegalne (a właściwie niedosłyszalne), mimowolne bzyczenie roju pszczół. Co jakiś czas to bębny, to trąbki zrywały nas ze słodkiego, rozmarzonego snu, by po chwili znów mógł wrócić nastrój letargu, bojaźni, zapomnienia…
Środkowa część koncertu, czyli Koncert fortepianowy Es-dur op. 73, wypadła bodaj najsłabiej. Javier Perianes, hiszpański pianista, był gwałtowny i chwilami nieuporządkowany. Doczekał się mimo to bisu, podczas którego usłyszeliśmy jedną z miniatur fortepianowych de Falli z Tańca ognia.
VII Symfonia A-dur op. 92 jak burza wkroczyła na sam koniec koncertu inauguracyjnego – istne przeciwieństwo nastrojowej i pełnej liryzmu pierwszej części występu. Tę symfonię zalicza się do najbardziej żywiołowych dzieł Beethovena i jednocześnie najbardziej rytmicznych, można by wręcz rzec „tanecznych”. Wykonanie? Burzliwe i dziarskie. Dało się czuć zmianę nastrojów w niemieckich instrumentalistach – grali świeżo, buńczucznie wręcz, symfonia nabrała charakterystycznej, rozpasanej formy. Gdy Josep Pons po raz ostatni machnął batutą, wyprostował gwałtownie ciało, zamarł w bezruchu, publiczność gromkimi brawami przerwała chwilę końcowej zadumy, entuzjastycznie skoczyła na nogi i domagała się bisu – dyrygent powtórzył z niemiecką orkiestrą radiową fragment Scherza.
Warto na koniec wspomnieć o tym, któremu koncert poświęcono – mowa o Stanisławie Skrowaczewskim, zmarłym w styczniu tego roku, wybitnym dyrygencie, lwowiaku, który swoimi interpretacjami dzieł Antona Brucknera (austriackiego kompozytora epoki romantyzmu) i wrodzoną, muzyczną intuicją podbił serca nie tylko w Europie, ale również w Stanach Zjednoczonych (a może przede wszystkim) – to tu prowadził Minneapolis Symphony Orchestra, Filharmoników Nowojorskich, tu dyrygował muzyczną stroną spektakli Metropolitan Opera. W latach 1984 – 1991 był szefem Hallé Orchestra w Manchesterze, najstarszej brytyjskiej orkiestry (1857 r.). To postać wyjątkowa również w kontekście wczorajszego koncertu – był gościnnym dyrygentem Deutsche Radio Philharmonie Saarbrücken Kaiserslautern chwilę po dość skomplikowanym scaleniu muzyków z Saarbrücken i Kaiserslautern. To z nimi, w początkowym stadium kształtowania całej orkiestry, wówczas jeszcze znanej jako Rundfunk-Sinfonieorchester Saarbrücken, nagrał wiele utworów dla wytwórni Oehms Classics.
Nad festiwalem swój patronat roztoczył Prezydent RP Andrzej Duda. Na koncercie jednak obecny był jedynie jego poprzednik – Bronisław Komorowski – i to właśnie jemu dostały się gromkie brawa od publiczności. Zabawę zaś widzom zapewnił jeden ze sponsorów wydarzenia – Lotto. W fotelach ukryto 100 kart ze zdrapkami. Szczęśliwym zwycięzcom gratulujemy!
(NAB)
