Przeglądanie po tagach

wolfgang amadeusz mozart

[MUZYKA] 28. Festiwal Mozartowski w Warszawie

Odbywający się już od ponad 20 lat Festiwal Mozartowski w Warszawie jest sztandarowym i najważniejszym przedsięwzięciem artystycznym Warszawskiej Opery Kameralnej. Zorganizowany został po raz pierwszy w 1991 roku dla uczczenia 200. rocznicy śmierci wiedeńskiego kompozytora. Pomysłodawcy tego unikalnego na skalę światową zamierzenia: założyciel i wieloletni dyrektor WOK Stefan Sutkowski oraz reżyser Ryszard Peryt sprawili, że co roku w Warszawie rozbrzmiewały wszystkie dzieła sceniczne Mozarta, a także jego msze, symfonie, koncerty instrumentalne i utwory kameralne.

Od początku swego istnienia Festiwal był jedynym w Europie, podczas którego zespół artystyczny jednego teatru operowego przedstawiał cały dorobek sceniczny Wolfganga Amadeusza Mozarta. Od kilku lat programy Festiwalu są mniej rozbudowane, ale nieprzerwanie odwołują się do tradycji, dając widzom wyjątkową szansę zapoznania się z operami zarówno popularnymi, jak i tymi, które na deskach teatralnych goszczą niezwykle rzadko.


Bilety można nabyć na stronie Warszawskiej Opery Kameralnej.

Piotr Anderszewski

[MUZYKA] Koncert symfoniczny / Wolfgang Amadeusz Mozart / Piotr Anderszewski

17. Koncert fortepianowy G-dur KV 453, widniejący w autorskim katalogu dzieł pod datą 10 kwietnia 1784, powstał w okresie szczytowej popularności Mozarta jako kompozytora i pianisty. Nie wiemy dziś dokładnie, kiedy zabrzmiał po raz pierwszy. Na pewno 13 czerwca 1784 wykonała go uczennica Mozarta, Barbara Ployer (również adresatka dedykacji dzieła), podczas koncertu w podwiedeńskiej rezydencji swego ojca w Döbling; być może jednak kompozytor zagrał go już wcześniej, 29 kwietnia, w wiedeńskim Theater am Kärntnertor, w obecności samego cesarza Józefa II. Koncert G-dur to jeden z najbardziej zróżnicowanych pod względem nastroju koncertów Mozarta: lekkie, żartobliwe epizody przeplatają się tu z fragmentami o pogłębionej ekspresji. Partia solowa jest nieco mniej wirtuozowska niż w utworach przeznaczonych na własne koncertowe potrzeby kompozytora, orkiestra zaś pełni znacznie ważniejszą rolę niż we wcześniejszych jego dziełach. Dwie pierwsze części nie odbiegają od zwyczajowych wzorców formalnych; finał łączy natomiast elementy wariacji, ronda i formy sonatowej, a niezwykle rozbudowana koda przywodzi na myśl sceny finałowe z Mozartowskich oper.

24. Koncert fortepianowy c-moll KV 491, skomponowany na przełomie lat 1785/1786, po raz pierwszy zabrzmiał w wiedeńskim Burgtheater 7 kwietnia 1786 roku. Partię solową wykonywał i dyrygował od fortepianu sam kompozytor. To jedna z najbardziej oryginalnych kompozycji twórcy Don Giovanniego – i to nie tylko w ramach gatunku koncertu fortepianowego. W orkiestrze obok kwintetu smyczkowego pojawia się flet, dwa oboje, dwa klarnety, dwa fagoty, dwa rogi, dwie trąbki i kotły – to największa obsada wśród Mozartowskich koncertów, porównywalna jedynie z niektórymi późnymi symfoniami. Nietypowa jest również minorowa tonacja – tylko dwa z jego dwudziestu siedmiu koncertów fortepianowych utrzymane są w tonacji molowej. Najbardziej jednak niezwykłą cechą dzieła jest ogromny ładunek dramatycznej ekspresji: gwałtowne kontrasty, kipiące emocje, śmiałe zestawienia harmoniczne, równouprawnienie orkiestry i partii solowej… To właśnie Koncert c-moll stanowi w twórczości wiedeńskiego klasyka najdalej idącą zapowiedź nowych, romantycznych tendencji.


Wolfgang Amadeus Mozart / Koncert fortepianowy G-dur KV 453
 
Wolfgang Amadeus Mozart / Koncert fortepianowy c-moll KV 491


Informacje: Filharmonia Narodowa w Warszawie

w krainie czarodziejskiego fletu

[SPEKTAKL FAMILIJNY] W krainie „Czarodziejskiego fletu” Mozarta

„Zamknijcie oczy i posłuchajcie. Tamino jest przerażony. Otacza go ciemny las, nie wie, gdzie jest, widzi tylko tego ogromnego, potwornego węża, który chce go zabić. Wydaje się, że to koniec, a przecież to dopiero początek opery Czarodziejski flet, która bez zapowiedzi wrzuca widza w sam środek akcji” – czytamy w programie do naszej najnowszej premiery skierowanej zarówno do dorosłych, jak i dzieci – spektaklu W krainie Czarodziejskiego fletu bazującego na kanonicznej pozycji repertuaru operowego. „Ta ostatnia opera Mozarta, który zmarł niestety zaledwie kilka tygodni po jej premierze, jak każde wielkie dzieło kryje w sobie niezmierzone pokłady możliwych interpretacji. To dzięki nim od ponad 225 lat nie schodzi z operowych scen, gdzie Czarodziejski flet wciąż ubierany jest w nowe inscenizacje. Wydaje się przy tym, że niezależnie od wizji reżysera, w tej operze nieustannie działa prawdziwie magiczna moc – moc muzyki. Muzyczne dźwięki fletu i dzwonków pomagają bohaterom, ale cała opera to przecież jedna wielka szkatułka wypełniona czarodziejską muzyką Mozarta. Jak poczuć jej działanie? To bardzo proste. Wystarczy usiąść wygodnie i otworzyć swoje uszy. Na przykład teraz”.


Dla dzieci od 5 lat

Haydn_and_Mozart

[MUZYKA] Koncert oratoryjny / Haydn i Mozart

„…złożyłem w mym sercu takie ślubowanie i zamierzam je wypełnić. Kiedy je składałem, Konstancja była jeszcze panną, a ponieważ byłem zdecydowany, że się z nią ożenię, jak tylko wyzdrowieje, tym łatwiej mogłem to ślubowanie złożyć. […] No i oto mam w ręku namacalny dowód tego ślubowania – połowę partytury mszy, która zapowiada się jak najlepiej.”  (List W. A. Mozarta do ojca, Wiedeń, 4 I 1783, tłum. Ireneusz Dembowski). Wspomniane w liście dzieło to Msza c-moll, zwana „Wielką” – choć się zapowiadała jak najlepiej, to jednak na zawsze pozostać miała tylko „połową partytury” – wciąż nie jest jasne, dlaczego. Wspomniane w liście ślubowanie wynikało zapewne z prawdziwej potrzeby serca, ale kryła się za nim być może także intencja przekonania niechętnej kompozytorowi rodziny jego przyszłej żony, iż jest twórcą poważnym i „uczonym”. Dzieło, w zachowanym fragmencie, obejmującym ponad połowę pełnego mszalnego ordinarium (Kyrie, Gloria, połowa Credo oraz Santus-Benedictus– bez końcowego Agnus Dei) jest bowiem niepodobne do żadnej innej kompozycji młodego Mozarta i nie ma wielu precedensów w swej epoce. Zwraca w nim uwagę zwłaszcza mistrzowska, skomplikowana, wręcz neobarokowa polifonia – a wiadomo, że Mozart jej nie cenił! To możliwa przyczyna zaniechania pracy: mógł uznać, że pisanie in modo antico jednak nie odpowiada jego naturze ani duchowi epoki. Drugi prawdopodobny powód to nikłe możliwości wykonania tak monumentalnego dzieła. Od 1782 r. obowiązywały bowiem dekrety cesarza Józefa II ograniczające m.in. koszty jakie ponoszono na rzecz Kościoła. Klasztornym kasatom, drastycznemu ograniczeniu inwestycji, towarzyszyły również poważne ograniczenia wystawności liturgii, regulowane drobiazgowymi przepisami.

W ogólnym zarysie Msza c‑moll odpowiada typowi kantatowemu (neapolitańskiemu), z klarownym podziałem na osobne numery – arie, ansamble i chóry. Fragmenty solowe utrzymane są w stylu bliskim operze, dość jednak konserwatywnym, co zapewne było elementem świadomej, archaizującej stylizacji – jest ona wyraźna zwłaszcza w polifonicznym tercecie Quoniam. Szczególne wrażenie wywiera długa, kontemplacyjna aria Et incarnatusest, ostatnie ogniwo nieukończonego Credo. Jej arkadyjska błogość, czułość, ptasie dialogi solistki z instrumentami dętymi nie pozostawiają wątpliwości, iż jest ona wyrazem głębokiego uczucia kompozytora do młodej żony, która mogła być jej pierwszą wykonawczynią (choć – wbrew legendzie – prawie na pewno nie podczas salzburskiej premiery). Kilka lat po przerwaniu pracy nad Mszą c-moll Mozart wykorzystał jej fragmenty w swym oratorium Davidepenitente, z wielką maestrią łącząc nowy włoski tekst z istniejącą muzyką.

Piotr Maculewicz


Joseph Haydn / Symfonia B-dur Hob. I/98 [28′]
Wolfgang Amadeus Mozart / Msza c-moll Wielka KV 427 [60’]

Haydn_and_Mozart

[MUZYKA] Koncert oratoryjny / Haydn i Mozart

„…złożyłem w mym sercu takie ślubowanie i zamierzam je wypełnić. Kiedy je składałem, Konstancja była jeszcze panną, a ponieważ byłem zdecydowany, że się z nią ożenię, jak tylko wyzdrowieje, tym łatwiej mogłem to ślubowanie złożyć. […] No i oto mam w ręku namacalny dowód tego ślubowania – połowę partytury mszy, która zapowiada się jak najlepiej.”  (List W. A. Mozarta do ojca, Wiedeń, 4 I 1783, tłum. Ireneusz Dembowski). Wspomniane w liście dzieło to Msza c-moll, zwana „Wielką” – choć się zapowiadała jak najlepiej, to jednak na zawsze pozostać miała tylko „połową partytury” – wciąż nie jest jasne, dlaczego. Wspomniane w liście ślubowanie wynikało zapewne z prawdziwej potrzeby serca, ale kryła się za nim być może także intencja przekonania niechętnej kompozytorowi rodziny jego przyszłej żony, iż jest twórcą poważnym i „uczonym”. Dzieło, w zachowanym fragmencie, obejmującym ponad połowę pełnego mszalnego ordinarium (Kyrie, Gloria, połowa Credo oraz Santus-Benedictus– bez końcowego Agnus Dei) jest bowiem niepodobne do żadnej innej kompozycji młodego Mozarta i nie ma wielu precedensów w swej epoce. Zwraca w nim uwagę zwłaszcza mistrzowska, skomplikowana, wręcz neobarokowa polifonia – a wiadomo, że Mozart jej nie cenił! To możliwa przyczyna zaniechania pracy: mógł uznać, że pisanie in modo antico jednak nie odpowiada jego naturze ani duchowi epoki. Drugi prawdopodobny powód to nikłe możliwości wykonania tak monumentalnego dzieła. Od 1782 r. obowiązywały bowiem dekrety cesarza Józefa II ograniczające m.in. koszty jakie ponoszono na rzecz Kościoła. Klasztornym kasatom, drastycznemu ograniczeniu inwestycji, towarzyszyły również poważne ograniczenia wystawności liturgii, regulowane drobiazgowymi przepisami.

W ogólnym zarysie Msza c‑moll odpowiada typowi kantatowemu (neapolitańskiemu), z klarownym podziałem na osobne numery – arie, ansamble i chóry. Fragmenty solowe utrzymane są w stylu bliskim operze, dość jednak konserwatywnym, co zapewne było elementem świadomej, archaizującej stylizacji – jest ona wyraźna zwłaszcza w polifonicznym tercecie Quoniam. Szczególne wrażenie wywiera długa, kontemplacyjna aria Et incarnatusest, ostatnie ogniwo nieukończonego Credo. Jej arkadyjska błogość, czułość, ptasie dialogi solistki z instrumentami dętymi nie pozostawiają wątpliwości, iż jest ona wyrazem głębokiego uczucia kompozytora do młodej żony, która mogła być jej pierwszą wykonawczynią (choć – wbrew legendzie – prawie na pewno nie podczas salzburskiej premiery). Kilka lat po przerwaniu pracy nad Mszą c-moll Mozart wykorzystał jej fragmenty w swym oratorium Davidepenitente, z wielką maestrią łącząc nowy włoski tekst z istniejącą muzyką.

Piotr Maculewicz


Joseph Haydn / Symfonia B-dur Hob. I/98 [28′]
Wolfgang Amadeus Mozart / Msza c-moll Wielka KV 427 [60’]

mozart haydn

[MUZYKA] Mozart i Haydn / Koncert oratoryjny

„…złożyłem w mym sercu takie ślubowanie i zamierzam je wypełnić. Kiedy je składałem, Konstancja była jeszcze panną, a ponieważ byłem zdecydowany, że się z nią ożenię, jak tylko wyzdrowieje, tym łatwiej mogłem to ślubowanie złożyć. […] No i oto mam w ręku namacalny dowód tego ślubowania – połowę partytury mszy, która zapowiada się jak najlepiej.” (List W. A. Mozarta do ojca, Wiedeń, 4 I 1783, tłum. Ireneusz Dembowski). Wspomniane w liście dzieło to Msza c-moll, zwana „Wielką” – choć się zapowiadała jak najlepiej, to jednak na zawsze pozostać miała tylko „połową partytury” – wciąż nie jest jasne, dlaczego. Wspomniane w liście ślubowanie wynikało zapewne z prawdziwej potrzeby serca, ale kryła się za nim być może także intencja przekonania niechętnej kompozytorowi rodziny jego przyszłej żony, iż jest twórcą poważnym i „uczonym”. Dzieło, w zachowanym fragmencie, obejmującym ponad połowę pełnego mszalnego ordinarium (Kyrie, Gloria, połowa Credo oraz Santus-Benedictus– bez końcowego Agnus Dei) jest bowiem niepodobne do żadnej innej kompozycji młodego Mozarta i nie ma wielu precedensów w swej epoce. Zwraca w nim uwagę zwłaszcza mistrzowska, skomplikowana, wręcz neobarokowa polifonia – a wiadomo, że Mozart jej nie cenił! To możliwa przyczyna zaniechania pracy: mógł uznać, że pisanie in modo antico jednak nie odpowiada jego naturze ani duchowi epoki. Drugi prawdopodobny powód to nikłe możliwości wykonania tak monumentalnego dzieła. Od 1782 r. obowiązywały bowiem dekrety cesarza Józefa II ograniczające m.in. koszty jakie ponoszono na rzecz Kościoła. Klasztornym kasatom, drastycznemu ograniczeniu inwestycji, towarzyszyły również poważne ograniczenia wystawności liturgii, regulowane drobiazgowymi przepisami.

W ogólnym zarysie Msza c‑moll odpowiada typowi kantatowemu (neapolitańskiemu), z klarownym podziałem na osobne numery – arie, ansamble i chóry. Fragmenty solowe utrzymane są w stylu bliskim operze, dość jednak konserwatywnym, co zapewne było elementem świadomej, archaizującej stylizacji – jest ona wyraźna zwłaszcza w polifonicznym tercecie Quoniam. Szczególne wrażenie wywiera długa, kontemplacyjna aria Et incarnatusest, ostatnie ogniwo nieukończonego Credo. Jej arkadyjska błogość, czułość, ptasie dialogi solistki z instrumentami dętymi nie pozostawiają wątpliwości, iż jest ona wyrazem głębokiego uczucia kompozytora do młodej żony, która mogła być jej pierwszą wykonawczynią (choć – wbrew legendzie – prawie na pewno nie podczas salzburskiej premiery). Kilka lat po przerwaniu pracy nad Mszą c-moll Mozart wykorzystał jej fragmenty w swym oratorium Davidepenitente, z wielką maestrią łącząc nowy włoski tekst z istniejącą muzyką.


Piotr Maculewicz


Przed koncertem zapraszamy na wykład wprowadzający – Sala Kameralna, godz. 18.30.

mozart haydn

[MUZYKA] Mozart i Haydn / Koncert oratoryjny

„…złożyłem w mym sercu takie ślubowanie i zamierzam je wypełnić. Kiedy je składałem, Konstancja była jeszcze panną, a ponieważ byłem zdecydowany, że się z nią ożenię, jak tylko wyzdrowieje, tym łatwiej mogłem to ślubowanie złożyć. […] No i oto mam w ręku namacalny dowód tego ślubowania – połowę partytury mszy, która zapowiada się jak najlepiej.” (List W. A. Mozarta do ojca, Wiedeń, 4 I 1783, tłum. Ireneusz Dembowski). Wspomniane w liście dzieło to Msza c-moll, zwana „Wielką” – choć się zapowiadała jak najlepiej, to jednak na zawsze pozostać miała tylko „połową partytury” – wciąż nie jest jasne, dlaczego. Wspomniane w liście ślubowanie wynikało zapewne z prawdziwej potrzeby serca, ale kryła się za nim być może także intencja przekonania niechętnej kompozytorowi rodziny jego przyszłej żony, iż jest twórcą poważnym i „uczonym”. Dzieło, w zachowanym fragmencie, obejmującym ponad połowę pełnego mszalnego ordinarium (Kyrie, Gloria, połowa Credo oraz Santus-Benedictus– bez końcowego Agnus Dei) jest bowiem niepodobne do żadnej innej kompozycji młodego Mozarta i nie ma wielu precedensów w swej epoce. Zwraca w nim uwagę zwłaszcza mistrzowska, skomplikowana, wręcz neobarokowa polifonia – a wiadomo, że Mozart jej nie cenił! To możliwa przyczyna zaniechania pracy: mógł uznać, że pisanie in modo antico jednak nie odpowiada jego naturze ani duchowi epoki. Drugi prawdopodobny powód to nikłe możliwości wykonania tak monumentalnego dzieła. Od 1782 r. obowiązywały bowiem dekrety cesarza Józefa II ograniczające m.in. koszty jakie ponoszono na rzecz Kościoła. Klasztornym kasatom, drastycznemu ograniczeniu inwestycji, towarzyszyły również poważne ograniczenia wystawności liturgii, regulowane drobiazgowymi przepisami.

W ogólnym zarysie Msza c‑moll odpowiada typowi kantatowemu (neapolitańskiemu), z klarownym podziałem na osobne numery – arie, ansamble i chóry. Fragmenty solowe utrzymane są w stylu bliskim operze, dość jednak konserwatywnym, co zapewne było elementem świadomej, archaizującej stylizacji – jest ona wyraźna zwłaszcza w polifonicznym tercecie Quoniam. Szczególne wrażenie wywiera długa, kontemplacyjna aria Et incarnatusest, ostatnie ogniwo nieukończonego Credo. Jej arkadyjska błogość, czułość, ptasie dialogi solistki z instrumentami dętymi nie pozostawiają wątpliwości, iż jest ona wyrazem głębokiego uczucia kompozytora do młodej żony, która mogła być jej pierwszą wykonawczynią (choć – wbrew legendzie – prawie na pewno nie podczas salzburskiej premiery). Kilka lat po przerwaniu pracy nad Mszą c-moll Mozart wykorzystał jej fragmenty w swym oratorium Davidepenitente, z wielką maestrią łącząc nowy włoski tekst z istniejącą muzyką.


Piotr Maculewicz


Przed koncertem zapraszamy na wykład wprowadzający – Sala Kameralna, godz. 18.30.

figaro

[OPERA] Premiera „Wesela Figara” w Polskiej Operze Królewskiej

Na zakończenie wyjątkowego roku, w którym została powołana do życia Polska Opera Królewska, zapraszamy Państwa na premierę opery Wolfganga Amadeusza Mozarta Le nozze di Figaro (Wesele Figara). Dzieło, które od ponad dwustu lat jest obecne w repertuarze teatrów operowych całego świata, zachwyca doskonałością formy i lekkością muzycznych przebiegów. Spektakl od pulpitu dyrygenckiego poprowadzi maestro Ruben Silva.


Hrabia – ROBERT GIERLACH
Hrabina – OLGA PASIECZNIK
Zuzanna – MARTA BOBERSKA
Figaro – ANDRZEJ KLIMCZAK
Cherubin – JULITA MIROSŁAWSKA
Marcelina – JUSTYNA STĘPIEŃ
Basilio/Don Curzio – LESZEK ŚWIDZIŃSKI
Bartolo – SŁAWOMIR JURCZAK
Antonio – BOGDAN ŚLIWA
Barbarina – ANASTAZJA MARUSIAK

Kierownictwo muzyczne, dyrygent – RUBEN SILVA
Kostiumy, rekwizyty – MARLENA SKONECZKO
Inscenizacja, scenografia, reżyseria – RYSZARD PERYT

DFG

Mozart na instrumentach dawnych / Lubimov, Rutkowski, Haselböck

W koncercie wystąpią uznani pianiści, Alexei Lubimov i Hubert Rutkowski, wraz z towarzyszeniem Zespołu Instrumentów Dawnych Warszawskiej Opery Kameralnej Musicae Antiquae Collegium Varsoviense pod batutą austriackiego dyrygenta Martina Haselböcka.


W programie koncertu:

W. A. Mozart – La clemenza di Tito – uwertura, KV 621

W. A. Mozart – Koncert na 2 fortepiany i orkiestrę Es-dur KV 365

W. A. Mozart – 36 Symfonia C-dur „Linzka” KV 425

[OPERA] „Czarodziejski flet” / Komische Oper Berlin

Marc Chagall przygotował scenografię do Czarodziejskiego fletu w 1968 roku w nowojorskiej Metropolitan Opera, David Hockney w 1978 roku, gdy operę tę wystawiano na festiwalu operowym Glyndebourne. Twórcom inscenizacji, którą oglądamy dziś w warszawskiej operze zależało na tym, aby plastycznie była ona pełna czarów, surrealistyczna, uwolniona z okowów racjonalności, rządząca się jedynie logiką snów. Reżyser Barrie Kosky, dyrektor Komische Oper w Berlinie, pracował nad spektaklem razem z Suzanne Andrade – aktorką, poetką, standuperką i Paulem Barritem, autorem animacji. To właśnie animacje uwolniły ten spektakl z pęt logiki, umożliwiły błyskawiczne zmiany lokalizacji – ze świata wewnętrznego do zewnętrznego, z ponurego lasu do podejrzanego baru, z bijącego serca pomiędzy trzepoczące skrzydłami motyle. Tempo to słowo kluczowe dla tej realizacji. „Zu Hilfe! Zu Hilfe!” – wyśpiewuje Tamino, biegnąc do utraty tchu. Akcja toczy się szybko, także dlatego, że partie mówione zostały wykreślone i zastąpione planszami z kina niemego. Było ono także dla twórców źródłem estetycznych inspiracji – Nosferatu Murnaua, filmy Bustera Keatona, a także stroje i fryzura aktorki Louise Brooks – krótkie czarne włosy z grzywką. „Chciałem bawić się sprzecznościami libretta” – mówi Barrie Kosky. Rzeczywiście, spektakl, który stworzył jest pełen zabawy, radości – to zastrzyk energii i joie de vivre.


Opera w dwóch aktach
Libretto: Emanuel Schikaneder
Prapremiera: 30.09.1791, Wiedeń
Premiera tej inscenizacji: 25.11.2012, Berlin
Produkcja: Komische Oper, Berlin
Oryginalna niemiecka wersja językowa


Opera grana będzie o godz. 12.00 w dniach 5 i 6 grudnia 2017 r.

[OPERA] „Czarodziejski flet” / Komische Oper Berlin

Marc Chagall przygotował scenografię do Czarodziejskiego fletu w 1968 roku w nowojorskiej Metropolitan Opera, David Hockney w 1978 roku, gdy operę tę wystawiano na festiwalu operowym Glyndebourne. Twórcom inscenizacji, którą oglądamy dziś w warszawskiej operze zależało na tym, aby plastycznie była ona pełna czarów, surrealistyczna, uwolniona z okowów racjonalności, rządząca się jedynie logiką snów. Reżyser Barrie Kosky, dyrektor Komische Oper w Berlinie, pracował nad spektaklem razem z Suzanne Andrade – aktorką, poetką, standuperką i Paulem Barritem, autorem animacji. To właśnie animacje uwolniły ten spektakl z pęt logiki, umożliwiły błyskawiczne zmiany lokalizacji – ze świata wewnętrznego do zewnętrznego, z ponurego lasu do podejrzanego baru, z bijącego serca pomiędzy trzepoczące skrzydłami motyle. Tempo to słowo kluczowe dla tej realizacji. „Zu Hilfe! Zu Hilfe!” – wyśpiewuje Tamino, biegnąc do utraty tchu. Akcja toczy się szybko, także dlatego, że partie mówione zostały wykreślone i zastąpione planszami z kina niemego. Było ono także dla twórców źródłem estetycznych inspiracji – Nosferatu Murnaua, filmy Bustera Keatona, a także stroje i fryzura aktorki Louise Brooks – krótkie czarne włosy z grzywką. „Chciałem bawić się sprzecznościami libretta” – mówi Barrie Kosky. Rzeczywiście, spektakl, który stworzył jest pełen zabawy, radości – to zastrzyk energii i joie de vivre.


Opera w dwóch aktach
Libretto: Emanuel Schikaneder
Prapremiera: 30.09.1791, Wiedeń
Premiera tej inscenizacji: 25.11.2012, Berlin
Produkcja: Komische Oper, Berlin
Oryginalna niemiecka wersja językowa


Opera grana będzie o godz. 19.00 w dniach 1, 2, 5, 6, 7 i 8 grudnia 2017 r.

mozart

[WYKŁAD] „Efekt Mozarta – fakty i mity” dr Sylwii Makomaskiej

Chociaż „efekt Mozarta” klika lat temu trafił na listę „50 największych mitów psychologii”, w powszechnej świadomości nadal funkcjonuje bardzo dobrze. Czy słuchanie muzyki Wolfganga Amadeusza Mozarta może w istotny sposób wpłynąć na inteligencję? Na pytanie, które od ponad dwudziestu lat nurtuje świat nauki i zarazem stanowi źródło wielkiego przedsięwzięcia o charakterze komercyjnym, odpowie dr Sylwia Makomaska. Mozart rozpala wyobraźnię nie tylko zatroskanych rodziców kierowanych wizją „cudownego dziecka”, ale również wpływa na środowisko naukowe, które wciąż gromadzi fakty i próbuje obalić budowane przez lata mity.


Wstęp wolny po uprzedniej rezerwacji. Rezerwacji można dokonać na stronie bilety.nifc.pl.

[OPERA] „Requiem d-moll” Mozarta w Operze Wrocławskiej

Wszyscy pamiętamy tę scenę: jegomość w czarnym płaszczu i masce składa zamówienie na mszę żałobną u oniemiałego ze strachu Mozarta. Ten, przyjmując propozycję, nie wie jednak, że chodzi o muzykę na jego własny pogrzeb. Miloš Forman w swym filmowym arcydziele Amadeusz przydał diabelskich cech Salieriemu, choć w rzeczywistości Requiem d-moll nie było inspirowane ani przez legendarnie już zawistnego adwersarza, ani przez siły nieczyste. Potęga i artyzm ostatniego w życiu Wolfganga Amadeusa Mozarta dzieła prowokuje do patrzenia nań ze szczególną uwagą. Requiem d-moll KV 626, jeśli odejść od popularnych kontekstów, jest dziełem głęboko zanurzonym w tradycji chrześcijańskiej, z którego fraz wyziera refleksja o końcu i początku.

mozart

[MUZYKA] Koncert oratoryjny (Mozart / Haydn) + wykład

W czasach Wolfganga Amadeusa Mozarta msze żałobne wykonywano publicznie wyłącznie zgodnie z ich sakralnym przeznaczeniem. Requiem nie mogło zabrzmieć jak dziś, w sali filharmonii – muzyka funeralna towarzyszyła ludziom jedynie w ich ostatniej drodze lub w czasie odprawianych w kościołach nabożeństw w intencji zmarłych. Okazją do powstania najsłynniejszego dzieła żałobnego wszechczasów, czyli Requiem d-moll KV 626 (1793), stała się śmierć dwudziestoletniej Anny – żony hrabiego von Walsegg-Stuppach, który anonimowo zamówił dzieło u Mozarta, chcąc wykonać je jako własne w kaplicy w swojej posiadłości pod Wiedniem.

Chociaż Mozart pisał Requiem z myślą o młodej hrabinie, okazało się, że tworzył je dla siebie – jak wiadomo, zmarł w trakcie pracy. Fragmenty nieukończonego dzieła zostały prawdopodobnie wykonane po raz pierwszy podczas mszy poświęconej pamięci Mozarta, na kilka dni przed planowanym terminem zaprezentowania ich światu przez hrabiego Walsegga. Przyczyna śmierci prawdziwego autora pozostaje do dziś tajemnicą, a Requiem – jedno z najwybitniejszych dzieł Mozarta – wzbudza do dziś tyle podziwu, ile kontrowersji. Do wzrostu jego popularności niewątpliwie przyczynił się film Miloša Formana z 1984 roku, utrwalający mit tajemniczych okoliczności powstania utworu. Chociaż pogłoski o otruciu wycieńczonego pracą nad Requiem kompozytora przez jego rywala, Antonio Salieriego, nie znalazły potwierdzenia, prawdopodobny wydaje się dramatyczny wyścig z czasem, który Mozart niestety przegrał. Przed gwałtowną śmiercią zdążył napisać zaledwie Introitus, część Kyrie i naszkicować kilka kolejnych fragmentów, od Dies irae po dwa odcinki Offertorium. Dzieło, za namową żony Mozarta, Konstancji, dokończył prawdopodobnie jeden z jego uczniów, Franz Xaver Süsmayr, jednak ponieważ nie zasłużył się on w historii muzyki wartościowymi kompozycjami, niektórzy badacze poddają w wątpliwość jego współautorstwo lub rozważają przypuszczenie, iż posiłkował się autentycznymi szkicami Mozarta w większym stopniu, niż nam o tym wiadomo. Requiem – najbardziej „operowe” arcydzieło muzyki sakralnej – bywa także analizowane pod kątem wpływów wolnomularskich, o których obecności mają świadczyć m.in. obsada instrumentalna wykorzystująca typowe dla muzyki masońskiej rożki basetowe oraz tajemnica, otaczająca okoliczności powstania utworu i nagłego zgonu kompozytora.

W XVIII wieku, przy ówczesnym stanie medycyny, przedwczesna śmierć była zjawiskiem powszechnym. Nie dyskutowano z wyrokami boskimi i lękano się groźby mąk piekielnych. Zgodnie z kanonem myślenia obowiązującym w czasach mu współczesnych, Mozart w sekwencji Dies irae przedstawił przerażającą wizję Sądu Ostatecznego, a tymczasem sam pisał do ojca, że śmierć to „najlepsza przyjaciółka, która potrafi uspokoić i pocieszyć”. Wyprzedzając nawet w tej kwestii swoją epokę, z nadzieją myślał o wieczności, traktując ostatnią drogę jako klucz do prawdziwego szczęścia. Być może dlatego w opisywanym przez Schönberga niebie „obowiązującą muzyką jest Bach, ale kiedy aniołowie są sami, grają sobie Mozarta”.

Dorota Staszkiewicz


W repertuarze:

Joseph Haydn – Symfonia nr 103 Es-dur Drumroll Hob. I :103
Wolfgang Amadeus Mozart – Requiem d-moll KV 626


Koncert poprzedzi prelekcja z serii „Przed koncertem o koncercie”. Wykład odbędzie się w Sali Złotej o godz. 18.30. Wstęp na wykład na podstawie biletu na koncert. Prelekcję wygłosi dr Piotr Lityński, słuchacz Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Krakowie, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego (Wydział Biologii) oraz doktor biologii na Uniwersytecie w Bazylei, aktywny animator kultury polskiej w Szwajcarii.