rechnitz – Austriart http://www.austriart.pl Strona o kulturze austriackiej Tue, 20 Apr 2021 07:00:01 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.9.9 Tydzień Kultury Austriackiej w Gdańsku http://www.austriart.pl/2019/11/tydzien-kultury-austriackiej-w-gdansku/ http://www.austriart.pl/2019/11/tydzien-kultury-austriackiej-w-gdansku/#respond Fri, 29 Nov 2019 07:00:56 +0000 http://www.austriart.pl/?p=5868 Przełom listopada i grudnia w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim upłynie pod znakiem kultury i sztuki Austrii. W bogatym programie znajdą się spektakle dramatyczne, taneczne i operowe, performatywne czytania dramatów, a także koncert, wystawa fotografii Graz Selection III, przegląd filmów, spotkania z literaturą i wykłady. NA TEATRALNYCH DESKACH „Siła przyzwyczajenia – Cyrk egzystencjalny”, Thomas Bernhard Teatr im. A. Mickiewicza w Częstochowie, koprodukcja z Teatrem Atelier w Sopocie, 29 listopada, 19.00, 1h 40 min., […]

Artykuł Tydzień Kultury Austriackiej w Gdańsku pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
Przełom listopada i grudnia w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim upłynie pod znakiem kultury i sztuki Austrii. W bogatym programie znajdą się spektakle dramatyczne, taneczne i operowe, performatywne czytania dramatów, a także koncert, wystawa fotografii Graz Selection III, przegląd filmów, spotkania z literaturą i wykłady.

NA TEATRALNYCH DESKACH

„Siła przyzwyczajenia – Cyrk egzystencjalny”, Thomas Bernhard

Teatr im. A. Mickiewicza w Częstochowie, koprodukcja z Teatrem Atelier w Sopocie, 29 listopada, 19.00, 1h 40 min., Gdański Teatr Szekspirowski, bilety: 30 – 60 zł
Ile poświęci prawdziwy artysta, by stworzyć dzieło na miarę „wszystkich belzebubów świata”? Wystarczy tylko chcieć. Ćwiczyć! Ćwiczyć! Ćwiczyć! Aż do śmierci. Caribaldi, nad którym wisi faustowskie przekleństwo, by dotknąć istoty tworzenia – poświęci wszystko. Bez wątpienia, wszystkich! Zaślepiony swoją wizją „dzieła perfekcyjnego” najokrutniej katuje swoich artystów, odzierając ich z ludzkiej godności.

„Mróz” („Frost”), Thomas Bernhard

Debiutancka powieść Thomasa Bernharda to historia 27 dni spędzonych w wiosce Weng przez bezimiennego narratora, studenta medycyny. Celem jego misji jest obserwacja pogrążonego w rozpaczy malarza Straucha. Powieść, która zapowiada wiele późniejszych dokonań Bernharda, wypełniają ponure obrazy zmrożonego krajobrazu i obłąkańcze monologi malarza.
Reżyserka Sabine Mitterecker z sukcesem zaadaptowała tę 334 stronicową powieść na teatralną scenę. W długim, kremowym, wełnianym płaszczu Czechowowskiego wiejskiego lekarza, Andreas Patton opowiada historię egzystencjalnych lęków życia na prowincji w scenerii szklanej windy i betonowych ścian. Przy akompaniamencie pełnych niuansów kompozycji Wolfganga Musila słyszymy głos Pattona nawet wtedy, gdy on sam jest nieobecny. Mitterecker proponuje surowe, ale fascynujące teatralne doświadczenie.

„Rechnitz. Opera – Anioł Zagłady”, Elfriede Jelinek

„Oto, jak kończy się świat. Nie z hukiem, lecz ze skomleniem.”
Elfriede Jelinek, Rechnitz (Anioł Zagłady)

Według zeznań świadków, podczas przyjęcia na zamku baronowej Margit von Batthyány w austriackiej miejscowości Rechnitz w marcu 1945 roku, oficerowie lokalnego SS i Gestapo wzięli udział w masakrze dwustu żydowskich przymusowych robotników. Zbiorowej mogiły zamordowanych nigdy nie odnaleziono, a opieszale prowadzone śledztwo umożliwiło ucieczkę głównym oprawcom. Dramat Jelinek rozpisany jest na głosy pięciu Posłańców, którzy przedstawiają własne wersje wydarzeń. Spektakl nie jest rekonstrukcją tego, co stało się w Rechnitz, ale próbą zrozumienia mechanizmów działania zbiorowej pamięci. Tematem jest język jako instrument manipulacji, kłamstw i przemocy. To także opowieść o najnowszej historii Europy i europejskiej tożsamości, której częścią jest doświadczenie wojny i Holokaustu.

Po spektaklu spotkanie z twórcami, które poprowadzi Monika Muskała.

“Models of reality”, Liquid Loft

Liquid Loft zebrało pokaźną kolekcję nagrań dźwiękowych, prezentujących gwary, dialekty i lokalne języki Europy. Używając różnych technik fonetyczno – rytmicznych, zbiór ten został przetworzony na język tańca. Wykorzystana w spektaklu mutacja dźwięków kreuje wyobrażoną przestrzeń – w jej centrum znajduje się ludzkie ciało, które, wg Michela Foucault: „jest najważniejszym przedmiotem obróbki przez procesy władzy”.

Liquid Loft to austriacka grupa performatywna ciesząca się światowym uznaniem. Założona w 2005 roku przez choreografa i tancerza Chrisa Haringa wspólnie z muzykiem Andreasem Bergerem, tancerką Stephanie Cumming i dramaturgiem Thomasem Jelinkiem. W swoich spektaklach i instalacjach Liquid Loft sytuuje taniec współczesny w kontekście innych współczesnych form, tworząc za każdym razem wielowymiarowe dzieła sztuki. Unikalny język metafor, oryginalne rozwiązania akustyczne oraz profesjonalizm w tworzeniu tańca przyniosły grupie międzynarodowe uznanie, które zaowocowało m.in. nagrodą Złotego Lwa za Najlepszy Występ na Biennale w Wenecji w 2008 roku.

WOKÓŁ LITERATURY

Thomas Bernhard po polsku – spotkanie literackie Z tłumaczką Sławą Lisiecką rozmawia Adam Lipszyc

Bernhard jest dziś w Polsce pisarzem nieźle rozpoznanym. Na polski przełożono wszystkie jego powieści, szereg nowel i większość jego najistotniejszych utworów dramatycznych. Nadszedł czas pogłębionej lektury tego niezwykłego dzieła, która nie sprowadzałaby go do kilku wyświechtanych frazesów. Dyskusja dotyczyć będzie takich właśnie, niewydeptanych dróg interpretacji. Okazją do spotkania będzie publikacja polskiego przekładu trzech „dramoletek” Bernharda (wyd. Od Do, tł. Sława Lisiecka) i planowane wznowienie jego debiutanckiej powieści „Mróz” (Czytelnik, luty 2020, tł. Sławomir Błaut).

 

Literatura austriacka na kozetce

Rozmowa z Adamem Lipszycem i Ewą Modzelewską-Kossowską, prowadzenie: dr Monika Żółkoś

Przynajmniej od czasu Roberta Musila literatura austriacka znana jest z radykalnego spojrzenia na relacje międzyludzkie, świat społeczno-polityczny oraz zafałszowania i pułapki ukryte w samym medium języka. To spojrzenie wchodzi w fascynującą interferencję z perspektywą krytyczną, która również wywodzi się z Austrii, a mianowicie z teorią psychoanalityczną. Dyskusja dotyczyć będzie tego nader owocnego, choć czasem wysoce nieoczywistego spotkania literatury austriackiej z dziedzictwem Zygmunta Freuda.

„Claus Peymann opuszcza Bochum i jako dyrektor Burgtheater udaje się do Wiednia”

Thomas Bernhard, czytanie performatywne, reżyseria: Piotr Biedroń

 

„W naszym czytaniu jednej z trzech ostatnio przetłumaczonych dramoletek Thomasa Bernharda nie staramy się narzucić własnej interpretacji sztuki autora, a jedynie próbujemy wydobyć sensy i problemy w niej zawarte. Głównym bohaterem jest dla nas tekst i nie chcemy go w żaden sposób naruszyć” – mówi reżyser Piotr Biedroń.
Naszym celem jest wydobycie – przy pomocy środków aktorskich – komicznej sytuacji, w jakiej znajduje się teatr, aktorzy, dramaturdzy, reżyserzy, dyrektorzy i krytycy.

Komizm? Tak, ale czy przez prześmieszne dialogi nie dobijamy się do diagnozy austriackiego teatru i Austrii? A może także i polskiego teatru? Być może, bo teatr wszędzie jest polem walki – walki o sztukę i o tworzenie teatru. Zabrzmi to banalnie, ale nie chcemy dawać odpowiedzi, chcemy bawić tym tekstem, a pytania zrodzą się same.

WIECZÓR POEZJI AUSTRIACKIEJ

Spotkanie literackie i czytanie poezji w wykonaniu Krzysztofa Gordona, z wprowadzeniem prof. Stefana H. Kaszyńskiego

Współczesna poezja austriacka, to poezja od końca wojny po czasy nam najbliższe. Po katastrofie wojennej, w której Austria była równocześnie ofiarą i współuczestnikiem, to właśnie literaturze, a początkowo szczególnie poezji, przypadła rola budowania nowej tożsamości. Trzeba było rozliczyć się z traumą drugiej w XX wieku katastrofy austriackiej. Do tego rozrachunku włączyli się zarówno poeci starszej generacji, w tym powracający do ojczyzny emigranci, jak i młodsi, którzy wracali z pól bitewnych i alianckiej niewoli. Jedni żyli przeszłością, drudzy odcinali się od niej zdecydowanie, stąd nurt poezji tradycyjnej i progresywnej, w tym eksperymentalnej i krytycznej. Stąd surrealizm i poezja konkretna, i potem poezja zdecydowanie krytyczna. Główne postaci to Busta, Lavant czy Ausländer z jednej strony i Paul Celan, Ingeborg Bachmann z drugiej. Nurt eksperymentalny reprezentowali Ernst Jandl, poeci Wiener Gruppe, głównie Artmann i Rühm oraz poeci Grazer Gruppe, przede wszystkim Peter Handke. Radykalny przełom nastąpił w późnych latach 70., kiedy na scenę weszli bezkompromisowi krytycy establishmentu i moralnego, językowego i politycznego zakłamania – w tym Thomas Bernhard, Elfriede Jelinek i Peter Turrini. Koniec stulecia i pierwsze lata XXI wieku to okres estetycznej i poglądowej nie stabilizacji. Tu wyróżnił się m.in. Franzobel, ale też kilka poetek nowej generacji, w tym Bettina Balaka i Sabine Gruber. Równocześnie notuje się napływ migrantów i tu mieści się nurt poezji Semira Insayifa. We wszystkich tych nurtach przewijają się tematy odwieczne, jak: miłość, wiara, strach, śmierć i niewiara w moc języka.

KINO AUSTRIACKIE

„Biała wstążka”, 2009

Dzieło wybitnego reżysera Michaela Hanekego („Funny Games”, „Ukryte”, „Pianistka”). Zdobywca kilkunastu prestiżowych nagród filmowych, takich jak: Złota Palma na MFF w Cannes 2009, Złoty Glob, BAFTA, Cezar. Nominowany do Oscara 2010 w dwóch kategoriach (najlepszy film nieanglojęzyczny i najlepsze zdjęcia).

Na rok przed I wojną światową seria niewyjaśnionych wydarzeń zakłóca spokojne życie na jednej z niemieckich wsi. W tej społeczności jasny podział na dobro i zło, i wiara w Boga, który za dobro wynagradza, a za zło karze, jest podstawą wychowania.
„Haneke znęca się i nad postaciami, i nad widzami. Cierpienie nie jest u niego przedmiotem opisu, ale narzędziem pracy: ten mistrz nie rzeźbi dłutem, tylko nim kłuje.[…]”.

„Jesteśmy waszymi przyjaciółmi”, 2014,

Poruszający przykład współczesnej filmowej odysei, w której Hubert Sauper, nominowany do Oscara za głośny „Koszmar Darwina”, relacjonuje powstanie najmłodszego państwa świata – Sudanu Południowego.
Sauper wyrusza w podróż do Afryki z Francji małym samolotem. Patrzy na Afrykę z lotu ptaka, rejestrując kamerą bezgraniczne połacie ziemi, w której piękno i dziewiczość mieszają się z przerażającą biedą, wojnami i szaleńczymi etnicznymi rzeziami ludzi, a dziecięce zabawy kontrastują z przeczuciem nadchodzącej apokalipsy. Film dostarcza szokującego, głębokiego wglądu nie tylko w prawdziwy obraz drugiego co do wielkości kontynentu świata, lecz przede wszystkim we współczesny kolonializm. Pełen wizualnych metafor film jest elektryzującą konfrontacją nie tylko z zapadającymi głęboko w pamięć obrazami, lecz przede wszystkim z nami – białymi, mieszkańcami zachodniej cywilizacji, którzy od lat rozgrywają tu własne partykularne interesy, są odpowiedzialni za krwawe polityczne konflikty i wojny, i nadal traktują Afrykę z poczuciem wyższości i pogardy.

„Chwała dziwkom”, 2011,

Trzy kraje, trzy języki, trzy religie świata i jedna, najstarsza, profesja – prostytucja. W Tajlandii prostytutki czekają na klientów za szklanymi weneckimi lustrami, w których zalotnie przeglądają się, nie widząc, kto je ogląda. W Bangladeszu mężczyźni udają się do brudnych slumsów, gdzie kobiety lekkich obyczajów realizują ich seksualne marzenia. Z kolei w Meksyku prostytutki modlą się do Świętej Pani. „Chwała dziwkom”, to trzecia część filmowej trylogii Michaela Glawoggera, poświęcona globalizacji oraz relacji człowieka i środowiska. Film zachwyca jakością zdjęć, jak również nastrojową ścieżką dźwiękową, zawierającą utwory w wykonaniu m.in. PJ Harvey i CocoRosie.

„Raj – miłość”, 2012

Pierwsza część filmowej trylogii Ulricha Seidla nawiązująca do cnót chrześcijańskich (miłości, wiary, oraz nadziei). Opowieść o fałszywych rajach na ziemi dających złudzenie wiecznej szczęśliwości.
Teresa, pięćdziesięciolatka z Europy, jedzie na wakacje do kenijskiego kurortu, mając nadzieję na przeżycie erotycznej przygody. Rzeczywistość okazuje się jednak daleka od rajskiego ideału.
„Stosunkami Europejczyków i Kenijczyków rządzi zasada symetrii – pierwsi korzystają z biedy i desperacji autochtonów, ale drudzy nie pozostają dłużni w cynicznym spieniężaniu poczucia niskiej wartości i osamotnienia.” – pisze o tym filmie Ludwika Mastalerz w Dwutygodniku.

Wystawa PHOTO GRAZ SELECTION III

Prezentacja międzynarodowych projektów dwudziestu artystek i artystów profesjonalnej, akademickiej oraz amatorskiej sceny fotograficznej Styrii (zwanej zielonym sercem Austrii). Wybrane prace dotyczą aktualnych tematów i kwestii społecznych, związanych z kulturą, tożsamością, religią i polityką. Fotografie obrazują procesy ścierania się miasta i natury, zwracają uwagę na współistnienie różnych stanów emocjonalnych i stawiają pytania o postrzeganie rzeczywistości.
Artyści i artystki: Jörg Auzinger, René Böhmer, Kati Bruder, Lena Feitl, Julia Gaisbacher, Klaus-Dieter Hartl, Anna Jocham, Kevin Kolland, Maryam Mohammadi, Ulrike Neubauer, Gerburg Neunteufl, Pipina Schickaneder, Renate Otte, Franz Pacher, Lydia Reinprecht, Werner Schimpl, Maria Schnabl, Lisa Schoger, Niki Schreinlechner, Elisa Wüntscher, Larissa Zauser

WINNYM SZLAKIEM

EKOLOGIA I NATURA AUSTRIACKIEGO WINA

Spotkanie dotyczące austriackich tradycji winiarskich, połączone z degustacją przygotowała firma Zielone Butelki – importer i dystrybutor win organicznych i biodynamicznych. Przedstawiciele firmy opowiedzą o ekologicznych metodach wytwarzania tego szlachetnego trunku i o tym, czym jest wino organiczne. Zaprezentują sprowadzane przez siebie wina ekologiczne – także wegańskie i wina bez siarczynów – m. in.: z dwóch austriackich winnic: Weingut Bauer i Weingut Haider.
Winnica Christopha Bauera dostarcza organiczne wina rzemieślnicze o wyraźnej różnorodności i charakterze każdego rocznika. Winnica, znajdująca się w Pulkautal w regionie Weinviertel przy granicy z Czechami, obejmuje ok. 20 hektarów winorośli szczepów białych (Welschriesling, Grüner Veltliner, Grauer Burgunder) oraz czerwonych (Zweigelt, Pinot Noir).
Winnica Haider znajduje się w najbardziej nasłonecznionym regionie Austrii, nad jeziorem Nezyderskim, gdzie od czterech pokoleń rodzina Haiderów produkuje wina najwyższej jakości (Siebenmahd, Weissee, Hofacker i Neubruch), certyfikowane organicznie oraz biodynamicznie.

MUZYCZNE IMPRESJE

Koncert
KLAUS PAIER & ASJA VALCIC

To jeden z najbardziej ekscytujących europejskich duetów jazzowych! Różnorodność barw akordeonu i wiolonczeli pozytywnie zaskakuje, natomiast muzycy to prawdziwi wirtuozi improwizacji – oszczędnej i porywającej jednocześnie. Każdy, kto chociaż raz usłyszał muzykę tworzoną przez Klausa Paiera i Asję Valcic, nie ma najmniejszych wątpliwości, że akordeon i wiolonczela to idealny zestaw instrumentów dla jazzowego duetu. Oczywiście, pod warunkiem, że tworzy go dwójka tak wyśmienitych wirtuozów jak Paier i Valcic.


Tydzień Austriacki odbędzie się w dniach 29 listopada – 7 grudnia 2019 roku w ramach cyklu Teatry Europy i Świata, organizowanego przez Gdański Teatr Szekspirowski i Fundację Theatrum Gedanense. Współorganizatorem Tygodnia Austriackiego jest Austriackie Forum Kultury.


Szczegółowy program na stronie Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego.


 

Artykuł Tydzień Kultury Austriackiej w Gdańsku pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
http://www.austriart.pl/2019/11/tydzien-kultury-austriackiej-w-gdansku/feed/ 0
Rechnitz: roztańczona otchłań [„Rechnitz. Opera – Anioł Zagłady” Recenzja] http://www.austriart.pl/2019/03/rechnitz-roztanczona-otchlan-rechnitz-aniol-zaglady-recenzja/ http://www.austriart.pl/2019/03/rechnitz-roztanczona-otchlan-rechnitz-aniol-zaglady-recenzja/#respond Fri, 22 Mar 2019 17:49:02 +0000 http://www.austriart.pl/?p=5123 Milczenie w tej opowieści nie jest złotem. Nie ma też racji, bądź ma ją częściowo ten, kto powiedział, że w największej ciszy powstają największe cuda. Zapomniał dodać, że również największe kłamstwa. W Rechnitz. Opera – Anioł Zagłady na podstawie dramatu Elfriede Jelinek twórcy spektaklu, Katarzyna Kalwat i Wojciech Blecharz, poświadczają, że o tym, o czym nie można mówić, nie tylko nie należy milczeć, ale należy jak najgłośniej krzyczeć. Język maszeruje w takt oprawców Dlatego […]

Artykuł Rechnitz: roztańczona otchłań [„Rechnitz. Opera – Anioł Zagłady” Recenzja] pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
Milczenie w tej opowieści nie jest złotem. Nie ma też racji, bądź ma ją częściowo ten, kto powiedział, że w największej ciszy powstają największe cuda. Zapomniał dodać, że również największe kłamstwa. W Rechnitz. Opera – Anioł Zagłady na podstawie dramatu Elfriede Jelinek twórcy spektaklu, Katarzyna Kalwat i Wojciech Blecharz, poświadczają, że o tym, o czym nie można mówić, nie tylko nie należy milczeć, ale należy jak najgłośniej krzyczeć.

Język maszeruje w takt oprawców
Dlatego musimy zdobyć nowy język.
Krąży tu wilk – lubi każdą porę
I zostawia na oknach ślad języka.
(Tomas Tranströmer)
Kein Kaddish wird man sagen.
(Heinrich Heine)

Niewielka scena z pulpitami, przed którymi w równym rzędzie zasiada sześciu aktorów. Za ich plecami, na podwyższeniu kwartet wiolonczel. Kilka rekwizytów: dwa białe roll-upy, stół schowany w głębi sceny. Kilka pełnych butelek. W końcu za chwilę zacznie się bal. Widmowy bal w widmowym Rechnitz, małej mieścinie, która choć bardzo mocno „osadzona” na mapie, wydaje się mgielnym tworem dryfującym na bezdrożach, nie mogąc znaleźć ciała dla własnej winy – ciała które będzie mogło przyjąć spóźnioną karę za dokonaną zbrodnię. Trzeba wysyłać posłańców, fantomy na usługach piszących. Nie wiadomo czym są: zjawy wyrosłe poza czasem i miejscem, kluczące, mylące się, językowe pęknięcia, które wypełzają spod gruzów milczenia, a tym samym otwierają nas na historię jednej ciemnej nocy. Ciemnej, lecz nie cichej.

Od lewej: Heinrich Thyssen (ojciec hrabiny), Margit von Batthyány, mąż Ivan oraz brat Hans-Heinrich | Palace Hotel ok. 1942 r.

Innego rodzaju milczenie i innego rodzaju ciemność, choć również spotkaną na bezdrożach, towarzyszy nam, gdy patrzymy na zdjęcie młodej kobiety w otoczeniu trojga uśmiechających się mężczyzn. Fotografię wykonano w luksusowym hotelu w szwajcarskim Davos w samym środku trwającej wojny. Wszyscy czworo ubrani w wieczorowe stroje. Patrzą wprost w obiektyw, pewni siebie pozują do zdjęcia, bawią się, najpewniej w tle gra muzyka. Ona jednak jako jedyna nie uśmiecha się, nie wychodzi grymasem, żadnym gestem w kierunku zdjęcia. Płaski wyraz jej twarzy niczego nie zdradza, do niczego nie zachęca, niczego jeszcze nie przywołuje. Obojętność wpisana w obserwowanego wydaje się udzielać także nam, obserwującym. W twarzy kobiety możemy dostrzec pewien wyłom, bez większego znaczenia dla fotografii, szczególny jednak dla postaci kobiety. To mocno osadzone oczy, pozornie zbierające całą intensywność obecności i charakteru – choć zupełnie nieruchome, wręcz zamarłe przemawiają, chcą panować, wychodzą poza kadr. Wciąż jednak ustanowione w wycofaniu. Nasza świadomość, czym jest ta tajemnica, enigmatyczność, którą moglibyśmy przypisać kobiecie, rodzi się dopiero w innym miejscu i w innych okolicznościach. Powiązanie jej z błąkającą się po bezdrożach ciemnością również. Bez problemu bowiem możemy sobie wyobrazić, że to zdjęcie, na którym znajduje się hrabina Margit Thyssen-Bornemisza, wykonano kilkanaście miesięcy później na osławionym i organizowanym przez nią balu na zamku w Rechnitz w sobotę przed Palmową Niedzielą 24 marca roku 1945, balu którego uwieńczeniem stała się masakra dokonana na około 180 żydowsko-węgierskich robotnikach, najpewniej chorych na tyfus, rozebranych do naga, torturowanych, na koniec rozstrzelanych i wrzuconych do dołów, które wykopało dwadzieścioro innych, zabitych kilka godzin później.

Czyni to z muzyki makabryczną inscenizację, w której można dopatrzeć się próby symbolicznego umiejscowienia historycznych niedopowiedzeń w topografii i semiotyce Zagłady.

Możemy zadać sobie trud odnalezienia w Internecie fotografii, bądź nazwiska którejkolwiek z zamordowanych w Rechnitz ofiar. Bezskutecznie. Nie wiemy, jak wyglądali. Nie wiemy, kim byli. Zamykamy ich w zaokrągloną liczbę, ufając że tylko tak możemy udzielić im schronienia. Spektakl ów brak, wyrwa kontynuuje w naturalny sposób. Widzimy zbrodniarzy, elegancko poubierani co rusz wkładają na siebie swoiste „kostiumy językowe” (ich najbliższą skórę), w które chwytają rzeczywistość. Kostiumy z których wydostajemy się wraz z aktorami, jakbyśmy przedzierali się przez zaspy śnieżne rozłożone w środku zimy. Ofiar nigdy nie usłyszymy i nie zobaczymy.

♦♦♦

Aby w operze nie powstał rozdźwięk między tym, co widoczne, a tym, co towarzyszy nam jako historyczna klisza umiejscowiona i pulsująca głęboko w głowach, w lukę musi wniknąć muzyka, która staje się sama w sobie inscenizacją, buduje symboliczną przestrzeń zamykającą ramy dzieła. W poprzedniej operze Body-Opera Wojciech Blecharz, jak sam stwierdził, dążył do rozpoznania “jak poprzez ciało czujemy dźwięk, jak możemy wyrazić go poprzez ciało”. W operze Rechnitz. Opera – Anioł Zagłady to założenie zostaje odwrócone. Aby inscenizacja mogła w pełni wyjść z niedoboru obrazu, muzyka musi stać się ciałem, wyjść z siebie, zamanifestować swoją fizyczność. Dzieje się to miejscami w przestrzeni swoistej „twórczej kenozy”, w której twórca zrzeka się boskiego prawa do swobody tworzenia na rzecz koniecznych środków umożliwiających ucieleśnienie dźwięku. Te środki często dalekie są od tych będących rezultatem tożsamości twórcy. Wszystko po to, aby dźwięki mogły zjawić się pod „ludzką postacią”. Ale o tym za chwilę. Muzyka, w manifeście obudowywania własnym “mięsem” rekonstruowanej historii, unaocznia się w tle przywdziewanych przez aktorów “kostiumów językowych” uszytych przez Jelinek. To one pozwalają wskazać miejsca, w których rzeczywistość osunęła się w milczenie. W nich też rozpoczyna się tropienie wydarzeń pozwalających tę ukrytą przed nami rzeczywistość zrekonstruować i ujawnić.

Warstwa muzyczna błyskawicznie w owych zamierzeniach zyskuje równorzędną pozycję, towarzysząc dekonstrukcji dokonującej się w tekście po stronie języka. Dopiero połączenie tych dwu mediów, językowego i dźwiękowego, ich wspólne wydrążanie utajonej rzeczywistości przybliża nas do istoty przemocy. Zaczynamy rozumieć, jak łatwo staje się namacalnym tworzywem i nośnikiem śmierci, tworząc z językiem nierozdzielną i perwersyjną wspólnotę będącą wyrwą, z której wypełza się ku zbrodni, a następnie z powrotem do niej wpada.

„Rechnitz. Anioł zagłady” (2018/2019) | reż./muz. Katarzyna Kalwat, Wojciech Blecharz | fot. Grzegorz Mart

Wojciech Blecharz dla wzmocnienia siły przekazu muzycznego, czy też jego dopełnienia, sięga po wachlarz gestów wpisanych w teatr ciała i dźwięku – gestów którym przypisać można transgresywność. Budują one wielowarstwowość i wielokierunkowość działań muzycznych przedzierających się przez „zaspy językowe” stworzone przez austriacką pisarkę.

Wymownym tego przykładem jest scena, w której tupiący co rusz Posłańcy (wspaniały Tomasz Tyndyk), przemawiając głosem zbrodniarzy wydają broń, rozemocjonowani gotują się do mordowania, przybliżając obraz mającej się za chwilę rozpocząć krwawej jatki. Muzycy i ich instrumenty w ślad za gestami i mimiką aktorów oraz wyrzucanymi przez nich słowami stają się wydanym „na wzrok” jednorodnym, cielesno-językowym mechanizmem „wycelowanym” w sto osiemdziesiąt ciał – dotykalną grudą materii. Czyni to z muzyki makabryczną inscenizację, w której można dopatrzeć się próby symbolicznego umiejscowienia historycznych niedopowiedzeń w topografii i semiotyce Zagłady. Owo pulsowanie dźwięków rodzi niedotykalną „prawdę”, którą odczuwamy na tyle silnie i głęboko, że pragniemy się cofnąć, boimy się bowiem “zobaczyć” zbyt wiele. Tańcząca w tej scenie w białej, skąpej, dziewczęcej sukience Agnieszka Żulewska, wijąca się w szale przez długie minuty, nie mogła lepiej oddać bluźnierczo nagiej, otwierającej się, roztańczonej otchłani, w którą wpadają wszystkie strony tego końca świata w Rechnitz.

W tej muzycznej partii możemy doszukiwać się odzwierciedlenia słów Katarzyny Kalwat mówiącej o muzyce, którą rozpruwa się rzeczywistość, a co za tym idzie, również język. Ten język, o którym jeden z Ocalałych, Elie Wiesel, mówił, że często był niemy, nie wystarczał, żeby przekazać upodlenie mordowanych, nie wystarczał bo posługiwał się słowami nie wzbudzającymi zaufania, słowami wyeksploatowanymi przez zbrodniarzy, którzy stworzyli w nim ciągłość bezdusznego mechanizmu władzy panującego nad ciałami, zawłaszczając to, co najbardziej intymne i własne – słowo i mowę.

Właśnie dlatego Jelinek od początku powołuje nas na świadków w procesie przesłuchiwania języka. Jej dekonstruktywna narracja jest reflektorem, staje się światłem skierowanym w cielesne uwikłanie języka. Granice naszego języka są granicami naszej przemocy.

Zabiegi muzyczne Wojciecha Blecharza, świadomie realizowane i powtarzane przez cały spektakl, wydają się korespondować także z tezą Katarzyny Kalwat o roli muzyki w służbie kłamstwa, przykrywania prawdy dźwiękami (“Przecież na zamku w Rechnitz grała orkiestra, żeby zagłuszyć strzały. Muzyka jest elementem zagłuszającym prawdę”). Kompozytor stosuje wówczas obce dla siebie (nieobecne w twórczości nieteatralnej) tradycyjne rozwiązania zbliżające do przestrzeni muzyki tonalnej. Nie ma szmerów, spektralnej techniki, przestrzeni noise. Muzyka zawiesza swoją transgresywność, eksponując starą, “uwodzicielską” szatę. Przybiera wręcz maskę kiczu, która poniekąd zbliża nas do tej przestrzeni dźwięku, w której przebywali zbrodniarze; muzyki, w której byli zadomowieni, w której zadamawiali kłamstwo (Walc Straussa, aria Hrabiny). Tym jest właśnie wcześniej wspomniana „twórcza kenoza”, którą przybiera kompozytor, rezygnując ze środków dla siebie naturalnych. Owo wikłanie się w kicz można odebrać jako paralelne doświadczenie wobec konstrukcji językowych Jelinek, która nawiązaniami, odwracaniem znaczeń języka codziennego, uwikłanego w trywialność, żart i absurdalność porównań, buduje jednocześnie wewnętrzny strumień świadomości i podmiotowości postaci oraz płynny i zmieniający się podmiot języka zbrodni. Nie bez przyczyny muzyka ociera się o kicz, jest kiczem, wypełnia ją wybrakowane pojęcie i doświadczanie piękna, które ginie w przesłodzonej, sentymentalnej papce pustego zadowolenia i rozrywki.

„Rechnitz. Anioł zagłady” (2018/2019) | reż./muz. Katarzyna Kalwat, Wojciech Blecharz | fot. Grzegorz Mart

Potwierdza się w tym zabiegu definicja kiczu Hermanna Brocha, który widział w nim, nie jak Theodor Adorno, niewinne przykrycie własnego statusu społecznego przez niższe klasy zainteresowane życiem w iluzji, lecz niebezpieczny wytwór, w którym piękno zjawia się jedynie w warstwie estetycznej, znosząc etyczną możliwość bycia, w następstwie niosąc degradację, której wszyscy ulegamy. Oddany w muzycznych środkach kicz może wydawać się z początku naiwnym komentarzem, pozornym zaledwie oddaniem w muzyce złożoności zapośredniczeń języka tworzącym tekst Jelinek. Stanowi jednak elementarne przedłużenie krytycznej przestrzeni tworzonej przez dzieło; podobnie jak tekst w obszarze języka świadczy przede wszystkim o kondycji pękniętej i uwikłanej rzeczywistości. Najbardziej obrazowym i znaczącym przykładem tej obecności w kiczu jest obłędna aria Hrabiny (tu niesamowita Kuta).

Aktorka staje na podwyższeniu obok siedzących na nim muzyków, światła są przygaszone, pozostali aktorzy milkną, muzyka płynie jak z wielkiej, ukrytej pozytywki. Hrabina zaczyna wyśpiewywać napawającą nas dreszczem “kołysankę”; dreszczem, bo jest ona jednocześnie przerażającym myśliwskim nawoływaniem w zamkniętej scenerii polowania, w którym głos powraca jakby nasłuchiwał odpowiedzi na pytanie: Czy już wszyscy zostali zabici? Schwytani w pułapkę? Trudno pominąć oczywiste nawiązanie do arii i postaci Królowej nocy. Fragment ten, pełen świadomej, muzycznej tandety, w finalnej frazie niejako usypia wszystkich; usypia rzeczywistość do snu po krwawej zabawie. Jest wytchnieniem, odpoczynkiem siódmego dnia, po sześciu dniach cofania świata w jego czeluść i niebyt, a jednocześnie pozostającą na długo w pamięci próbą zobrazowania, ucieleśnienia widmowych postaci zbrodniarzy, którzy płacą (jeśli można tak to nazwać) za zbrodnie czymś więcej niż nazwaniem ich po imieniu, wskazanie na nich palcem w moralnym osądzie. Stają się bowiem symbolami na trwałe mającymi zamieszkać w wyobrażeniu zbrodni, jej kolejnym awatarem, co jest najmocniejszą wartością spektaklu.

Warto też chwilę poświęcić na budzącą wśród wielu wątpliwość wobec słuszności nazwania przez kompozytora Rechnitz. Opera – Anioł Zagłady operą, od której nie tyle spektakl odbiega od jej formy (choć oczywiście odbiega), co daje złudzenie, że bliżej mu formalnie do czysto teatralnego medium wykorzystującego środki muzycznego wyrazu jedynie jako wypełnienie. Jest to złudne przeświadczenie. Zabiegi w przestrzeni formy czy estetyki operowej, które proponują wspólnie Blecharz i Kalwat, nie mają na celu jej poszerzenia czy wzbogacenia, niczego też nie utwierdzają, nie korzystają z gotowych tożsamości. Nie są również w żadnym razie niezamierzone. Przypisanie partii wokalnych aktorom, realizującym je w większości chrząkaniem, tupaniem, wykrzykiwaniem, sprowadzenie partii głosowych do jednej “arii”, sięgnięcie po formę recytatywu jako głównego medium muzycznego, zbliżenie się koncepcją do swoistego zdarzenia teatralnego z wykorzystaniem muzyki ma swoje głębsze uzasadnienie. Trudno nie odnieść wrażenia, że twórcom, szczególnie Wojciechowi Blecharzowi (potwierdzał to już w poprzednich, „scenicznych” dziełach), blisko jest do spostrzeżeń wyrażonych chociażby przez innego współczesnego kompozytora Briana Ferneyhougha, który w niewybredny i obrazowy sposób miał nazwać operę “brudnym medium” czy “zgniłym kompromisem”. Uwydatnia to ogólne, krytyczne podejście sporej części współczesnych twórców wobec konserwatywnego rodowodu dzieł operowych, ich społeczno-historycznej formy, czy wreszcie samej instytucji opery. Wyraża się w tym wolta wobec mieszczańskich schematów, które kastrowały przedstawienia sceniczne ze zdolności tworzenia krytycznej treści – dekonstrukcji, a więc możliwości dokonania analitycznej rysy na gładkiej powierzchni lustra, w której z zadowoleniem przegląda się społeczeństwo – naród – wspólnota wraz ze swą zakłamaną, roszczeniową tożsamością i narosłymi przez stulecia wokół niej mitami.

„Rechnitz. Anioł zagłady” (2018/2019) | reż./muz. Katarzyna Kalwat, Wojciech Blecharz | fot. Grzegorz Mart

Próba Jelinek rozdarcia i podważenia rzeczywistości skrywającej zbrodnie, a więc konkretnie rozkodowania austriackiego milczenia narosłego wobec uczestnictwa w dziele Zagłady, jest konsekwentnie realizowana w muzyce i przenosi się wprost na kształt formy operowej zamykającej spektakl Rechnitz. Opera – Anioł Zagłady (być może należałoby mówić o otwarciu dzieła na formułę, co sugerowałyby partie muzyki dołączanej do kolejnych odsłon spektaklu od czasu premiery na Warszawskiej Jesieni w 2018 roku, po plany stworzenia performatywno-tanecznego przedstawienia, o którym w jednym z wywiadów wspominała reżyserka Katarzyna Kalwat; to z kolei sugerowałoby chłonność i plastyczność tworzonego medium w ramach kryterium otwartości nadającej mu charakter work in progress, dzieła w nieustającej gotowości do dowolnego kształtowania jego elementów na każdej z płaszczyzn). Modelowanie kształtu formy operowej staje się tym samym naturalnie wypływającą z całości zabiegów twórców krytyką instytucji operowej, społecznej roli opery od jej zarania, szczególnie w obszarze umożliwiającym zabiegi, które zmierzają do “zakrycia”, wrzucenia w niebyt lub wyraźnego zakłamania problematycznej i niechcianej rzeczywistości, zastępując ją rzeczywistością karnawału, upojeniem szlachetnym pięknem płynącym zwłaszcza z europejskich kręgów kultury cywilizującej całokształt zjawisk i postaw. Tak więc rozsadzić tradycyjną formę, rozgrzebać estetykę, do której przywiązana była, jak również którą wytwarzała “publiczność”, w tym ta konkretna “publiczność” “nie-pamiętnej” masakry dokonanej w Niedzielę Palmową roku 1945, – to ambicja obojga twórców. To muzyka w końcu zagłuszała donośny skowyt mordowanych, który uciszył mieszkańców Rechnitz i okolic na następne dziesięciolecia. Hrabina i jej goście nie zabijali, jak można by sądzić, wyśpiewując przy tym arie Mozarta czy Beethovena. Trudno jednak odebrać znaczenie faktowi, że niemiecko-austriackie teatry operowe działały niemal do ostatnich dni III Rzeszy, zapewniając swoimi produkcjami przyjemność i rozrywkę zmęczonym pożogą wojenną żołnierzom, katom z Wermachtu czy SS. Utrwalały i normalizowały zbrodniczą rzeczywistość, poświadczały przynależność zbrodniarzy do wspólnoty kulturowej i kręgów elity, ich społecznego ukorzenienia, uczestnictwa w pięknie, które zapewniała sztuka. W ten sposób zbrodniczy charakter nadany rzeczywistości pozostawał na zewnątrz, tworząc grunt pod późniejsze, powojenne przemilczenie nie będące niczym innym jak kontynuacją kłamstwa, siłą propagandy, w której uczestniczyło społeczeństwo austriackie na długo przed rzezią w Rechnitz.

♦♦♦

Język to ciało. Porozrywane ciało, którym dłużej nie możemy mówić, ciało w którym nie możemy dłużej być. To nieprawdopodobne, ale możemy wyłącznie na nie patrzeć, wskazywać palcem, wierząc że samo dla siebie staje się kostiumem, pod którym znajdziemy prawdę mającą przykryć czekającą nas bezdomność, nas z języka wygnanych. To wydaje się przesłaniem Jelinek. Pisarka w istocie obrazuje językiem. Mamy zobaczyć język, który jest żywy w swoim niewypowiedzeniu. Nie ma tu nic z nawoływania o „nowy język”, które zjawia się w wierszu szwedzkiego poety Tomasa Tranströmera. Musimy patrzeć na „język maszerujący w takt oprawców”, rozumiejąc że jego niegościnność zrodzona w następstwie utraconej możliwości komunikowania przenosi się na całość egzystencji. Zamiast słowników, z których możemy nauczyć się mówić, dostajemy do rąk kartoteki słów, które straciły wszelką wiarygodność. Właśnie dlatego Jelinek od początku powołuje nas na świadków w procesie przesłuchiwania języka. Jej dekonstruktywna narracja jest reflektorem, staje się światłem skierowanym w cielesne uwikłanie języka. Granice naszego języka są granicami naszej przemocy. I na odwrót.

To na swój sposób magiczny język. Zastygły. Wszystko już ponazywał, niczego nie komunikując. Dowolnie nazywając spycha w pustkę. Jest świadectwem panowania jednych nad drugimi. Niczym więcej. Nie mogąc komunikować nie możemy prawdziwie spotkać drugiego, a jedynie zawłaszczyć i nazwać nie wiedząc, co powie nam sam o sobie. To właśnie język Zagłady. Jest językiem nie zakorzenionym w bycie, dlatego tak łatwo znosi byty na bezdroża w porozrzucane, niemożliwe do odnalezienia mogiły. Nikomu nie komunikuje lub komunikuje w taki sposób, że z przerażeniem moglibyśmy stwierdzić, że jest Benjaminowskim językiem czystym (reine Sprache), językiem imion (Namen-sprache), pragnącym komunikować samą komunikowalność. Jako jednak czysty komunikat nie jest niczym innym jak aktem wyłącznie czystej, nie dającej się znieść Przemocy.

Oba zdjęcia złączone w jedno budują twarz nieskończenie nagą przez niewypowiedzenie. Niewypowiedzenie winy.

W ostatniej części opery to zerwanie komunikacyjne niczym kara przenosi się na samych zbrodniarzy. Hrabina wykrzykując swoje ostatnie słowa urywa je nagle, zastępując je dźwiękami pozbawionymi znaczeń. Zadaje jedynie pytanie: Co ja właściwie mówię? Pogrąża się w szaleńczej bez-mowie, „zygzakowatej” jak wykopane groby, obrazoburczej glosolalii, mówieniu nie-językami. Dźwięki dopełniają w swojej ostatniej roli. Roli sądu. Zbrodniarze zostają przetrąceni własnym uwikłaniem, jak gdyby nabrzmiałe ciało języka przemocy, językowy guz przez nich karmiony pękł, rozsadzając ich od środka, pozbawiając własnej podmiotowości na rzecz okrucieństwa mówiącego własnym głosem.

Ta forma symbolicznie wymierzonej kary niczego jednak nie przynosi samym ofiarom. Język Zagłady nie udziela gościny ich pamięci. Aby znieść przemoc, powinniśmy wyjść na spotkanie, widzieć ofiary, wiedzieć coś więcej niż ich gehennę. Móc na powrót komunikować, to móc na powrót komunikować przeszłość. Nie możemy. Nie znajdziemy mogił. Język zbrodniarzy nie będzie też ich grobem. Nie ma w nim i nie będzie Celanowskiej, rozpaczliwej troski o pochowanie ciał. Nadziei która przedostała się do języka jego poezji, której słowa jak grudy ziemi przykryły z oddaniem bliskich. Nie bez powodu operę kończy nadawany z głośników, jak na obozowym placu, walc Johanna Straussa, walc który był stałym elementem balów, również takich jak ten na zamku w Rechnitz.

Dalej przemawiamy językiem zbrodniarzy, nawet gdy oni już zamilkli.


Tekst: Elfriede Jelinek

Tłumaczenie, adaptacja, dramaturgia: Monika Muskała

Reżyseria, przestrzeń, kostiumy: Katarzyna Kalwat

Muzyka: Wojtek Blecharz, Zespół Cellonet

Obsada: Cezary Kosiński, Magdalena Kuta, Lech Łotocki, Paweł Smagała, Tomasz Tyndyk, Agnieszka Żulewska

Artykuł Rechnitz: roztańczona otchłań [„Rechnitz. Opera – Anioł Zagłady” Recenzja] pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
http://www.austriart.pl/2019/03/rechnitz-roztanczona-otchlan-rechnitz-aniol-zaglady-recenzja/feed/ 0
[TEATR] „Rechnitz. Anioł zagłady” w reż. Katarzyny Kalwat http://www.austriart.pl/event/teatr-rechnitz-aniol-zaglady-w-rez-katarzyny-kalwat-2/ http://www.austriart.pl/event/teatr-rechnitz-aniol-zaglady-w-rez-katarzyny-kalwat-2/#respond Thu, 21 Mar 2019 23:00:00 +0000 http://www.austriart.pl/?post_type=tribe_events&p=5140 Scenariusz opery oparty jest na dramacie austriackiej pisarki Elfriede Jelinek, laureatki nagrody Nobla. Tekst odwołuje się do dramatycznych wydarzeń, które miały miejsce na zamku baronowej Margit von Batthyány w austriackiej miejscowości Rechnitz w marcu 1945 roku. Według zeznań świadków, podczas wydanego przez baronową przyjęcia, goście Margit von Batthyány – oficerowie lokalnego SS i Gestapo – […]

Artykuł [TEATR] „Rechnitz. Anioł zagłady” w reż. Katarzyny Kalwat pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
Scenariusz opery oparty jest na dramacie austriackiej pisarki Elfriede Jelinek, laureatki nagrody Nobla. Tekst odwołuje się do dramatycznych wydarzeń, które miały miejsce na zamku baronowej Margit von Batthyány w austriackiej miejscowości Rechnitz w marcu 1945 roku. Według zeznań świadków, podczas wydanego przez baronową przyjęcia, goście Margit von Batthyány – oficerowie lokalnego SS i Gestapo – wzięli udział w masakrze dwustu żydowskich przymusowych robotników, przywiezionych z Węgier. Zbiorowej mogiły zamordowanych robotników nigdy nie odnaleziono, a opieszale prowadzone śledztwo umożliwiło ucieczkę głównym oprawcom. Tekst Jelinek rozpisany jest na głosy pięciu Posłańców, którzy przedstawiają własne wersje wydarzeń. Spektakl nie będzie rekonstrukcją tego, co stało się 70 lat temu w Rechnitz. RECHNITZ. OPERA (Anioł Zagłady) to próba zrozumienia mechanizmów działania zbiorowej pamięci. Głównym tematem spektaklu jest język jako instrument manipulacji, kłamstw i przemocy. To także opowieść o najnowszej historii Europy i europejskiej tożsamości, której częścią jest doświadczenie wojny i Holokaustu.

Artykuł [TEATR] „Rechnitz. Anioł zagłady” w reż. Katarzyny Kalwat pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
http://www.austriart.pl/event/teatr-rechnitz-aniol-zaglady-w-rez-katarzyny-kalwat-2/feed/ 0
[TEATR] „Rechnitz. Anioł zagłady” w reż. Katarzyny Kalwat http://www.austriart.pl/event/teatr-rechnitz-aniol-zaglady-w-rez-katarzyny-kalwat/ http://www.austriart.pl/event/teatr-rechnitz-aniol-zaglady-w-rez-katarzyny-kalwat/#respond Wed, 20 Mar 2019 23:00:00 +0000 http://www.austriart.pl/?post_type=tribe_events&p=5136 Scenariusz opery oparty jest na dramacie austriackiej pisarki Elfriede Jelinek, laureatki nagrody Nobla. Tekst odwołuje się do dramatycznych wydarzeń, które miały miejsce na zamku baronowej Margit von Batthyány w austriackiej miejscowości Rechnitz w marcu 1945 roku. Według zeznań świadków, podczas wydanego przez baronową przyjęcia, goście Margit von Batthyány – oficerowie lokalnego SS i Gestapo – […]

Artykuł [TEATR] „Rechnitz. Anioł zagłady” w reż. Katarzyny Kalwat pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
Scenariusz opery oparty jest na dramacie austriackiej pisarki Elfriede Jelinek, laureatki nagrody Nobla. Tekst odwołuje się do dramatycznych wydarzeń, które miały miejsce na zamku baronowej Margit von Batthyány w austriackiej miejscowości Rechnitz w marcu 1945 roku. Według zeznań świadków, podczas wydanego przez baronową przyjęcia, goście Margit von Batthyány – oficerowie lokalnego SS i Gestapo – wzięli udział w masakrze dwustu żydowskich przymusowych robotników, przywiezionych z Węgier. Zbiorowej mogiły zamordowanych robotników nigdy nie odnaleziono, a opieszale prowadzone śledztwo umożliwiło ucieczkę głównym oprawcom. Tekst Jelinek rozpisany jest na głosy pięciu Posłańców, którzy przedstawiają własne wersje wydarzeń. Spektakl nie będzie rekonstrukcją tego, co stało się 70 lat temu w Rechnitz. RECHNITZ. OPERA (Anioł Zagłady) to próba zrozumienia mechanizmów działania zbiorowej pamięci. Głównym tematem spektaklu jest język jako instrument manipulacji, kłamstw i przemocy. To także opowieść o najnowszej historii Europy i europejskiej tożsamości, której częścią jest doświadczenie wojny i Holokaustu.

Artykuł [TEATR] „Rechnitz. Anioł zagłady” w reż. Katarzyny Kalwat pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
http://www.austriart.pl/event/teatr-rechnitz-aniol-zaglady-w-rez-katarzyny-kalwat/feed/ 0
Rechnitz. Dyskusja z udziałem Moniki Muskały i Sachy Batthyanyego http://www.austriart.pl/event/rechnitz-dyskusja-z-udzialem-moniki-muskaly-i-sachy-batthyanyego/ http://www.austriart.pl/event/rechnitz-dyskusja-z-udzialem-moniki-muskaly-i-sachy-batthyanyego/#respond Fri, 27 Oct 2017 16:30:00 +0000 http://www.austriart.pl/?post_type=tribe_events&p=2534 W ostatnich latach sporo się mówiło i pisało o mordzie dokonanym na żydowskich robotnikach przymusowych w austriackim miasteczku Rechnitz. Temat ten podejmowali m.in. Elfriede Jelinek i Martin Pollack. A jednak pewne zdarzenia związane z tą masakrą wciąż pozostają niewyjaśnione. Jak o nich mówić i pisać? Na to pytanie odpowiedzą Monika Muskała, autorka książki “Między Placem […]

Artykuł Rechnitz. Dyskusja z udziałem Moniki Muskały i Sachy Batthyanyego pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
W ostatnich latach sporo się mówiło i pisało o mordzie dokonanym na żydowskich robotnikach przymusowych w austriackim miasteczku Rechnitz. Temat ten podejmowali m.in. Elfriede Jelinek i Martin Pollack. A jednak pewne zdarzenia związane z tą masakrą wciąż pozostają niewyjaśnione. Jak o nich mówić i pisać? Na to pytanie odpowiedzą Monika Muskała, autorka książki Między Placem Bohaterów a Rechnitz. Austriackie rozliczenia” (ha!art 2017), oraz Sacha Batthyany, szwajcarski publicysta, autor biograficznej opowieści A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny” (Przekład: Emilia Bielicka, Czytelnik 2017.

Prowadzenie: Janusz Margański

Artykuł Rechnitz. Dyskusja z udziałem Moniki Muskały i Sachy Batthyanyego pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
http://www.austriart.pl/event/rechnitz-dyskusja-z-udzialem-moniki-muskaly-i-sachy-batthyanyego/feed/ 0
W poszukiwaniu prawdy absolutnej [„Świadectwo” Recenzja] http://www.austriart.pl/2017/10/2479/ http://www.austriart.pl/2017/10/2479/#comments Wed, 18 Oct 2017 09:17:42 +0000 http://www.austriart.pl/?p=2479 Czym jest poszukiwanie prawdy i własnej tożsamości oraz jakie są tego konsekwencje? Na te pytania próbuje odpowiedzieć izraelski reżyser Amichai Greenberg w pełnometrażowym debiucie „Świadectwo”. Mądry, czasem ironiczny film powstał w koprodukcji izraelsko-austriackiej. „Niekiedy podnosimy wszyscy głowy, sądząc, że musimy powiedzieć prawdę albo pozorną prawdę i chowamy je na powrót”. Słowa jednego z najistotniejszych austriackich pisarzy, Thomasa Bernharda, mówią wiele o trudnej przeszłości Austrii i o stosunku jej […]

Artykuł W poszukiwaniu prawdy absolutnej [„Świadectwo” Recenzja] pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
Czym jest poszukiwanie prawdy i własnej tożsamości oraz jakie są tego konsekwencje? Na te pytania próbuje odpowiedzieć izraelski reżyser Amichai Greenberg w pełnometrażowym debiucie „Świadectwo”. Mądry, czasem ironiczny film powstał w koprodukcji izraelsko-austriackiej.

Niekiedy podnosimy wszyscy głowy, sądząc, że musimy powiedzieć prawdę albo pozorną prawdę i chowamy je na powrót”. Słowa jednego z najistotniejszych austriackich pisarzy, Thomasa Bernharda, mówią wiele o trudnej przeszłości Austrii i o stosunku jej obywateli do Holocaustu. Pełnometrażowy debiut izraelskiego reżysera Amichaia Greenberga Świadectwo (The Testament) pokazany podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego częściowo odnosi się do tego problemu. Film nakręcono we współpracy z Austriackim Instytutem Filmowym (Österreichische Filminstitut) i FreibeuterFilm. Jak mówi sam reżyser inspiracją do stworzenia dzieła było milczenie. Jądrem filmowego obrazu jest znane z dzieł Bernharda w y m a z y w a n i e przeszłości. Film opowiada historię Yoela, żydowskiego historyka pracującego w Fundacji Shoah (założonej notabene przez Stevena Spielberga, współproducenta filmu). Przedstawiciele fundacji wytaczają proces austriackiemu deweloperowi, który chce budować osiedla w miejscu prawdopodobnej kaźni węgierskich Żydów w Lendsdorfie w 1945 roku. Niestety brak jest dowodów zbrodni. Nie wiadomo dokładnie, gdzie znajduje się zbiorowa mogiła pomordowanych. Nie wiadomo, co dokładnie się wydarzyło. Brak żelaznych dowodów wydaje się dla większości wystarczającym powodem, aby przejść nad tym do porządku i zwyczajnie zapomnieć. Dla Yoela jednak proces dochodzenia do prawdy jest instancją nadrzędną, obowiązkiem każdego człowieka. Podkreśla, że nikt prawdy nie posiada, wykrzykuje, że prawda jest absolutna. Podczas żmudnego śledztwa, poszukiwania świadków, dramatycznych rozmów z ocalałymi okrutna prawda powoli wychodzi na jaw. Ale film Greenberga nie jest opisem detektywistycznego śledztwa i zwycięstwa dobra nad bezuczuciowym deweloperem. To obraz o poszukiwaniu własnej tożsamości i konfrontacji z tym, co spod zasłony milczenia wychodzi na jaw. Ten bowiem religijny Żyd, chcąc upamiętnić kaźnię swoich współplemieńców, dochodzi do traumatycznej prawdy. Okazuje się, że jest gojem. Polakiem. Ta odrobinę tragikomiczna sytuacja jakże jest podobna do sfilmowanej przez Izabelę Cywińską w Cudzie purymowym (2000) historii zagorzałego antysemity, który dowiaduje się z kolei, że ma żydowskie pochodzenie.

Amichai Greenberg od ponad 15 lat produkuje i reżyseruje filmy oraz programy telewizyjne. „Świadectwo” jest jego fabularnym debiutem pełnometrażowym. Udanym, rozważnym i dojrzałym. Dzieło nominowane w kategorii „Najlepszy film” na ostatnim festiwalu w Wenecji oraz laureat I nagrody za najlepszy film na 33. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Hajfie (Haifa 33rd International Film Festival) pokazuje problem holokaustu bez zbędnego patosu czy nadgorliwej martyrologii. Film klasyczny, nieopierający się na żadnych formalnych eksperymentach wciąga fabułą i nienachalną, wyważoną grą aktorską Oriego Pfeffera, czyli filmowego Yoela.

Greenberg, przygotowując scenariusz do filmu, inspirował się prawdziwymi wydarzeniami. Masakra dokonana na około 200 obywatelach węgierskich żydowskiego pochodzenia wydarzyła się naprawdę. Jednak nie w filmowym miasteczku Lendsdorf, lecz w Rechnitzu. Rozkaz rozstrzelania żydowskich robotników wydał szef miejscowej placówki NSDAP Franz Podezin. Władze austriackie celowo spowalniały śledztwo w tej sprawie, wreszcie je umarzając, co pozwoliło Podezinowi uciec do RPA przez Szwajcarię. Ostatnio był widziany w 1963 roku w Pretorii. Sprawa odbiła się szerokim echem w austriackich mediach. Oskarżenia o tuszowanie nazistowskiej przeszłości są tam wciąż żywe i aktualne. Społeczno-moralne rozliczenia z faszyzmem lekceważone. Dla wielu Austriaków prawda dochodzi wciąż wolno i mniej bezpośrednio.

Reżyser Świadectwa urodził się w Tel Awiwie, ale jego ojciec jest polskim Żydem urodzonym w Chrzanowie koło Krakowa. W tym roku Greenberg  po raz pierwszy odwiedził miejsce urodzin ojca, który o swoich korzeniach zawsze wypowiadał się nader oględnie. Milczał, wymazywał. „To jest walka o pamięć jako taką, a nie wyłącznie pojęcie żydowskości. Kwestia tożsamości jest ważna dla każdego z nas. Poszukujemy jej, ale nie zawsze zdajemy sobie sprawę, CZYM właściwie jest. Tożsamość wykracza poza ideę narodowości czy przynależności do określonej grupy. Jest zindywidualizowana. To chciałem pokazać w tym filmie” – powiedział reżyser po pokazie w ramach WFF.

Film pokazano w tym roku w Austrii w ramach Wiedeńskiego Festiwalu Filmów Żydowskich (Jüdisches Filmfestival Wien). Szersza publiczność będzie miała okazję obejrzeć go już w kwietniu 2018 roku. Wówczas będzie miał swoją austriacką premierę. I miejmy nadzieję, że nie zostanie tam przyjęty milczeniem.

Piotr Krzyżanowski


Scenarzysta: Amichai Greenberg

Producent: Yoav Roeh, Aurit Zamir, Sabine Moser, Oliver Neumann

Montażysta: Gilad Inbar

Operator: Moshe Mishali

Muzyka: Marnix Veenenbos, Walter W. Cikan

Scenograf: Tamar Gadish

Obsada: Ori Pfeffer, Rivka Gur, Hagit Dasberg, Ori Yaniv, Orna Rothberg, Daniel Adari

Czas trwania: 94 min

Artykuł W poszukiwaniu prawdy absolutnej [„Świadectwo” Recenzja] pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
http://www.austriart.pl/2017/10/2479/feed/ 1