beethoven – Austriart http://www.austriart.pl Strona o kulturze austriackiej Tue, 20 Apr 2021 07:00:01 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=4.9.9 Anton Bruckner w drodze na Monsalvat [Recenzja Bruckner/Wagner Andrisa Nelsonsa] http://www.austriart.pl/2019/11/anton-bruckner-w-drodze-na-monsalvat/ http://www.austriart.pl/2019/11/anton-bruckner-w-drodze-na-monsalvat/#respond Fri, 29 Nov 2019 12:54:09 +0000 http://www.austriart.pl/?p=5839 W związku ze zbliżającym się końcem roku pragniemy przypomnieć tym, którzy nie mieli okazji wysłuchać, dwadzieścia, naszym zdaniem, najważniejszych płyt 2019 roku związanych z austriackimi wykonawcami, twórcami, zespołami, czy związanymi z Wiedniem artystami. Zaczynamy od Antona Brucknera. „A czy ty w ogóle powinnaś wejść do środka? – zapytał z naciskiem lokaj. – Od tego, widzisz, właściwie wszystko się zaczyna”. Alicja w krainie czarów. Alicja podczas rozmowy z Żabą – Lokajem Naszą prezentację chcemy […]

Artykuł Anton Bruckner w drodze na Monsalvat [Recenzja Bruckner/Wagner Andrisa Nelsonsa] pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
W związku ze zbliżającym się końcem roku pragniemy przypomnieć tym, którzy nie mieli okazji wysłuchać, dwadzieścia, naszym zdaniem, najważniejszych płyt 2019 roku związanych z austriackimi wykonawcami, twórcami, zespołami, czy związanymi z Wiedniem artystami. Zaczynamy od Antona Brucknera.

„A czy ty w ogóle powinnaś wejść do środka?  zapytał z naciskiem lokaj.  Od tego, widzisz, właściwie wszystko się zaczyna”.
Alicja w krainie czarów. Alicja podczas rozmowy z Żabą – Lokajem

Naszą prezentację chcemy zacząć od nagranego pod koniec 2018, a wydanego wiosną bieżącego roku albumu z dwoma symfoniami Antona Brucknera (1824 – 1896), wykonanymi przez legendarną orkiestrę lipskiego Gewandhausu prowadzoną przez Andrisa Nelsona, łotewskiego dyrygenta szturmującego od ponad dekady najlepsze europejskie oraz światowe sale koncertowe, wielokrotnie nagradzanego, którego płyty, nie będzie przesadą powiedzieć, rozchodzą się jak ciepłe bułeczki od razu po ich wydaniu. Młody mistrz na stałe prowadzi obecnie dwie wiodące orkiestry po obu stronach Atlantyku – jako główny dyrygent od sezonu 2013/14 Boston Symphony Orchestra oraz legitymujący się od lutego 2018 podobnym stanowiskiem we wspomnianym saksońskim zespole. Trudno wyobrazić sobie bardziej różne od siebie orkiestry. Bostończycy chlubią się, co najmniej od czasów legendarnego Serge’a Koussevitzky’ego,  jednym z najlepszych brzmień sekcji blaszanych, zdolnych sprostać najbardziej morderczym zmianom rytmicznym w dziełach  Bartoka, Strawińskiego, czy wielu innych twórców, nierzadko piszących dzieła z myślą o nich właśnie. Na drugim biegunie lipski Gewandhaus ze swoim subtelnym, jednym z najbardziej stonowanych brzmień orkiestrowych, mających w przeszłości za swoich szefów takich mistrzów jak Arhur Nikisch, Wilhelm Furtwangler, czy Kurt Masur. Nelsons wykorzystuje te różnice w możliwie najlepszy sposób. I tak nie bez przyczyny tych pierwszych obsadził przy nagrywaniu wszystkich symfonii Dymitra Szostakowicza, za których wybuchowe, gwiezdne interpretacje zgarnia od lat kolejne statuetki prestiżowych nagród Grammy.

W tych drugich natomiast odnalazł idealnych partnerów dla poniższego albumu, będącego kolejną, czwartą już odsłoną nagrywanego od dwóch lat dla wytwórni Deutsche Grammophon kompletu symfonii Antona Brucknera. Po wydaniu w jednopłytowych albumach dzieł z numerami 3, 4 oraz 7 w bieżącym roku przyszedł czas na zestaw dwóch, trwających łącznie ponad 150 minut, płyt zawierających wykonania Symfonii VI A-dur, ukończonej w 1881 roku, oraz nieukończonej IX d-moll, ostatniej w dorobku kompozytora, nad którą pracę przerwała jego śmierć.

anton bruckner w drodze

Andris Nelsons (Gewandhaus Orchester Leipzig) | fot. Marco Borggreve

Dzieła Brucknera, podobnie jak na poprzednich albumach, również i na tym Nelsons przeplata mniejszymi kompozycjami i instrumentalnymi wyjątkami z utworów scenicznych Ryszarda Wagnera. I tak tym razem płytę otwiera z urzekającą finezją zagrana Idylla Zygfryda, czułym i ciepłym brzmieniem orkiestry idealnie otwierająca słuchacza na późnoromantyczną poetykę albumu.

Następnie przechodzimy do VI Symfonii Brucknera, o której wyrażał się jako tej najodważniejszej w swoim dorobku, dodając z właściwym sobie przekąsem „Die Sechste ist die keckste”.

Lipscy muzycy rozpoczynają pierwszą część, Maestoso, delikatnym, tlącym się w dali dźwiękiem skrzypiec, zwarty blok wiolonczel i kontrabasów wchodzi władczo w ich tle przynosząc niepokojący temat główny, który dziewiczo brzmiący róg nieśmiało i  bezskutecznie próbuje rozproszyć. Dźwięki orkiestry zabarwiają się nowymi kolorami, temat główny wylewa się jeszcze śmielej, i nawet jeśli pojednawczym gestem znika na krótko, pozwalając klarnetom na nieśmiały szczebiot, wraca nagle z impetem i ekspresją znakomicie wypolerowanej orkiestrowej blachy, która będzie świeciła się najszczerszym złotem na całej płycie, nie przytłaczając ani razu pozostałych żyjących pod nią orkiestrowych warstw. Epicki monumentalizm, który wylewa się już w tej pierwszej powodzi dźwięków, nie ciąży. Kontrolowany lekką, ale lubiącą siły ręką dyrygenta, płynnie i ze swobodą pulsuje wielobarwnymi, orkiestrowymi odcieniami. Dynamika co chwila zmieniających się emocji tworzy mozaikową teatralność wymykającą się jakiejkolwiek programowości, teatralność otwartą na przeglądanie się w samej sobie. Gęsta i ujmująca barwa smyczków, których brzmienie rozlewa się szeroko i z uniesieniem, wraz z pojawieniem się kolejnego, stanowiącego emocjonalną przeciwwagę tematu (1:40), spina klamrą przestrzeń opowieści. Wszystko, co pojawi się w dalszej muzycznej narracji, będzie subtelną, podjętą przez kompozytora grą powtórzeń i modulacji, dokonujących się we wszystkich wymiarach dzieła. Interpretacja Nelsonsa nie wychodzi poza te ramy, nie sili się na sztuczne narzucanie linearnych ram narracyjnych, typowych dla innych twórców tego okresu, rozumie wyjątkowość muzycznych kluczy Brucknera, czyta je, wzbogacając i ożywiając wielobarwnym odczytaniem kolejnych odsłon. To wyrafinowane podejście sprawia, że autograf dyrygenta naturalnie komponuje się z wizją kompozytora. Słuchamy urzeczeni.

To teatr dziejący się już za kurtyną, teatr bez sceny i sceniczności, gdzie muzyczna wędrówka – zwłaszcza w zamykającym Adagio – dzieje się poza wzrokiem widza.

To, co najbardziej rozmarzone, a czemu kompozytor nie pozwolił “poodychać” w pełni w pulsującej fakturze części pierwszej, Nelsons szczodrze otwiera przestrzeń w drugiej części. Powoli snujące się Adagio budowane jest od początku z dyskretnym, uroczystym, nie spieszącym się uniesieniem, które skrywa w sobie dumę czegoś utraconego, do czego jednak żywo, nie bez bólu, wracamy, jakbyśmy znaleźli się w rozgrzanym środku silnie wciąż żyjącego w nas wspomnienia. Dyrygent nie pośpiesza muzyków, pozwala tworzyć im niespieszny świat pełen małych emocjonalnych drobiazgów i poruszeń, na których tle zjawiające się pełniejsze nastroje i uczucia wybrzmiewają tym wyraźniej, nie uciekając się do przesady. Gra smyczków jest przejrzysta, ich jasne, wręcz promieniste górne rejestry przechodzą lekko w ciemniejsze barwy niskich rejestrów w żałobnym motywie. Wspomnienie zanika, rozmarzona i beztroska muzyka sennie zamiera gasnącym, ciepłym i lepkim dźwiękiem orkiestry.

Scherzo, trzecią, najkrótszą ze wszystkich części, lipska orkiestra wchodzi z prawdziwym impetem i siłą. Kolejne dźwięki niemal wybuchają w ekstatycznym porywie, orkiestrowa blacha czerwieni się od gorąca, który będzie powracał przez całą część w żarliwym i majestatycznym geście, nie tracąc nic z przejrzystości. Jeży się włos!

Finale staje się z kolei skondensowaną sumą emocji trzech poprzedzających ją części. Żyjąc w emocjonalnych kontrastach, przeplata gonitwę wyobraźni z pozornym spokojem, wciąż próbując złapać oddech przed dalszą muzyczną gorączką. Lipscy symfonicy mogą pochwalić się w tych fragmentach zachwycającym, strzelającym brzmieniem, który nie łamie się, eksplorując swoje najdalsze pokłady. A nie łatwe to zadanie. Muzycy muszą bowiem skondensować całą paletę barw i nastrojów, nierzadko stłoczonych w kilku zaledwie taktach. Finał zamykają brawurowo i podniośle.

anton bruckner w drodze

Anton Bruckner „VI i IX Symfonia” | Richard Wagner „Preludium do Parsifala i Idylla Zygfryda” | Gewandhausorchester Leipzig | Andris Nelsons | premiera: 3 maja 2019 r.

Przerywnikiem między dwoma symfoniami Antona Brucknera uczynił dyrygent wagnerowskie Preludium otwierające Parsifala. Przerywnikiem ważnym i nie przypadkowym. IX Symfonia, podobnie jak Parsifal, dla obu twórców miała być ostatnim dziełem. Z niemal ukończonym finałem, opracowywanym później wielokrotnie przez gro badaczy jego spuścizny, nie włączonym przez Nelsonsa do nagrania, jest swoistym teatralnym i muzycznym dopełnieniem ostatniego dzieła wielkiego protagonisty z Bayreuth. To teatr dziejący się już za kurtyną, teatr bez sceny i sceniczności, gdzie muzyczna wędrówka – zwłaszcza w zamykającym Adagio – dzieje się poza wzrokiem widza. Muzyczne pomysły i rozwiązania zdają się wybiegać nieprawdopodobnie odważnie w przyszłość, antycypując niezwykle silnie modernistyczne rozwiązania. To świat po trzecim, kończącym Parsifala akcie, nierozerwalnie jednak z nim związany. Bohater jest sam. Graala nie uda się już posiąść. Dla wielbicieli Wagnera, w tym dla mnie, to mała muzyczna rekompensata, Łotysz miał bowiem prowadzić Parsifala na Zielonym Wzgórzu w Bayreuth w 2016 roku, do czego ostatecznie, pomimo zaawansowanych prób, po konflikcie z dyrektorem artystycznym festiwalu, dyrygentem Christianem Thielemannem nie doszło.

Preludium grane przez lipską orkiestrę brzmi dumnie i świetliście. Dźwięk w całej swojej przestronności i głębi niesie się okazale, dając wybrzmieć całej mocy i niepewności wpisanej w tę muzykę. Wizja interpretacyjna łączy płynność muzyki z jej podniosłym charakterem, dając bardzo piękny końcowy rezultat.  To magiczne wrota, przez które wchodzimy do zaczarowanego miejsca.

Wykonanie IX Symfonii Brucknera to prawdziwy klejnot wśród wszystkich nagrań Nelsona, które słyszałem. Bez przesady powiedzieć można, że to klejnot wśród wszystkich wykonań tego utworu. Połyskuje całością orkiestrowych barw, swoim impetem doprowadzając nas na skraj emocjonalnej karuzeli w naładowanym i gęstym wykonaniu. Aby oddać urodę wykonania zamykającej album symfonii Brucknera, skupimy się na trzeciej, zamykającej części, w której, jak w soczewce, dostajemy to, co najważniejsze.

anton bruckner w drodze

Fragment partytury „IX Symfonii d-moll” (1887 – 1896) Antona Brucknera

Niskie rejestry smyczków rozpoczynają trzecią część – Adagio. Ciężar, który przynosi pierwszy, otwierający temat, wydaje się nie do przezwyciężenia mocą żadnego innego tematu, czy też przetworzenia. Jest on, jak chcą badacze, egzemplifikacją pożegnania z życiem, autobiograficznym śladem umierającego kompozytora. Jakby tego było mało, Andris Nelsons nie próbuje tego ciężaru na samym początku w niewielkim nawet stopniu z niego zdjąć. Przeciwnie. W sposób teatralny nasyca go złowieszczym, zawieszonym brzmieniem, smyczki toną w gęstym, pełnym żałości mroku, przenika nas nieskończona trwoga. W tej interpretacyjnej przesadzie, trwającej zaledwie kilka sekund, kryje się paradoksalnie metoda, która pozwala zdjąć z niego zaklęty czar, przynajmniej zmniejszyć jego złowrogą siłę, gotową do odebrania nam wszelkiej nadziei. Pozwalając mu wybrzmieć w całej mocy, już przy pierwszym dojściu do głosu neutralizuje do pewnego stopnia jego wydźwięk w dalszej narracji dzieła, gdzie powraca już stępiony. Dyrygent idzie w tym działaniu za myślą Brucknera, który nie bez przyczyny kończy trzecią część spokojną kodą, przemierzając długą drogę z d-moll w stronę wyciszonego d-dur, w którym zamyka całość, nie pozwalając lękom zawładnąć nami. Oczyszczona ze złowrogiego ciężaru muzyka może obmyć się już chwilę później (0:48) w przejrzystych dźwiękach smyczków, przynosząc kojące i upragnione katharsis. Uwolniona natomiast w jego następstwie ekscytacja (1:54) uderza w nas prawdziwym impetem, erupcją idealnie rozgrzanego brzmienia lipskiej blachy płonącej czystym złotem. Kolejne fale tej dopieszczonej przez Nelsonsa powodzi dźwięków wykraczają daleko poza zwykłą opowieść o tym, jak hartowała się stal. Bruckner kolejnymi fanfarami trąbek wykrzykuje chwałę, tego, któremu dzieło swoje poświęcił, chwałę Stwórcy. To wysoko wznoszący się ponad życie żar ufności tego gorliwie wierzącego człowieka. Odczytanie Nelsonsa jest wręcz zachwycające. Lament smyczków (4:38) rozlewa się pełną, głęboką frazą, gęste i nasycone brzmienie lipskiej orkiestry szkli się srebrem pełnym dwuznacznej, brucknerowskiej słodyczy, w której zaklęte jest bezbronne wyznanie ufności, które płynie prosto z serca. Diamenty, które wydobył Nelsons z muzyki Brucknera, będą budować dalszą, wypełnioną grą powtórzeń i modulacji stosowanych przez kompozytora, część, zamkniętą, jak wspomnieliśmy wcześniej spokojną kodą. Nelsons spina całość konsekwentnie, z pasją podkreślając całe bogactwo detali skrytych pod główną warstwą brzmienia, iskrzących się między umiejętnie wydobywanymi kontrastami. Nadana im dynamika podkreśla zróżnicowaną architekturę dzieła, w efekcie tworząc imponującą, transcendentną strukturę.

Nelsons spina całość konsekwentnie, z pasją podkreślając całe bogactwo detali skrytych pod główną warstwą brzmienia, iskrzących się między umiejętnie wydobywanymi kontrastami.

Poza jakością samej interpretacji warto na koniec również pochwalić jakość dźwięku, który otrzymujemy na płycie dzięki znakomitej pracy techników Deutsche Grammophon, którzy zadbali o jego czystość i bogactwo, pozwalając cieszyć się z całej palety orkiestrowych barw i detali.


PS. Z uwagą i niecierpliwością będziemy śledzić dalsze nagrania z tej serii, oraz dalszy rozwój łotewskiego Mistrza. Gorąco również zachęcamy do tego Państwa. Na dniach zaprezentujemy recenzję pięciopłytowego zestawu zawierającego wszystkie symfonie Ludwika van Beethovena, granych przez Wiedeńskich Filharmoników, których poprowadził, nie kto inny, jak Andris Nelsons. Tym samym muzycy rozpoczęli uroczyste obchody 250. urodzin wielkiego Wiedeńczyka. Sam Nelsons przygód z Wiedniem nie kończy. Poprowadzi bowiem noworoczny koncert w Musikverein, na co z niecierpliwością czekamy.


 

Artykuł Anton Bruckner w drodze na Monsalvat [Recenzja Bruckner/Wagner Andrisa Nelsonsa] pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
http://www.austriart.pl/2019/11/anton-bruckner-w-drodze-na-monsalvat/feed/ 0
Muss es sein? Es muss sein! [Recital Piotr Anderszewski Recenzja] http://www.austriart.pl/2019/04/es-muss-sein-anderszewski/ http://www.austriart.pl/2019/04/es-muss-sein-anderszewski/#respond Tue, 30 Apr 2019 19:57:30 +0000 http://www.austriart.pl/?p=5269 Piotr Anderszewski powrócił do Filharmonii Narodowej z niezwykle bliskimi jego sercu Wariacjami na temat walca Diabellego. Pod rękami mistrza późne dzieło Beethovena zamieniło się w wielobarwną opowieść, w której nie brakowało ciętej muzycznej satyry, jak też kontemplacji i głębokiej zadumy. Na dokładkę pianista dorzucił miniatury Schumanna i Jana Sebastiana Bacha dając niezapomniany popis wyobraźni i muzycznej kultury. Zamiast pierwotnie planowanych Wariacji op. 27 Weberna podczas kwietniowego recitalu […]

Artykuł Muss es sein? Es muss sein! [Recital Piotr Anderszewski Recenzja] pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
Piotr Anderszewski powrócił do Filharmonii Narodowej z niezwykle bliskimi jego sercu Wariacjami na temat walca Diabellego. Pod rękami mistrza późne dzieło Beethovena zamieniło się w wielobarwną opowieść, w której nie brakowało ciętej muzycznej satyry, jak też kontemplacji i głębokiej zadumy. Na dokładkę pianista dorzucił miniatury Schumanna i Jana Sebastiana Bacha dając niezapomniany popis wyobraźni i muzycznej kultury.

Zamiast pierwotnie planowanych Wariacji op. 27 Weberna podczas kwietniowego recitalu wybrzmiało siedem utworów w formie fugetty Roberta Schumanna, z późnego okresu jego twórczości. Schumann w tych utworach nie jest już Schumannem. Na trzy lata przed śmiercią, kilka miesięcy przed niesławnym skokiem w mroźny Ren, z początkami obłędu znoszącego go w halucynacje i nocne mary, resztkami sił próbuje wycofać się z siebie, oddalić od własnej niespokojnej i namiętnej natury. Wycisza się, rzeczywistość dyscyplinuje powagą i spokojem dostojnych fug. To muzyka na wskroś bliska w charakterze i nastroju późnym tekstom szwajcarskiego pisarza Roberta Walsera z cyklu zatytułowanego Mikrogramy. Tam w pełni zanika Ja, a w jego miejsce wciska się czysty ruch, bezosobowa obecność, tkwiąca w uroku niedopowiedzenia krótkich opowieści, nie pozbawionych jednak druzgocącej bezradności, jak i świadomości zapadania się.

Anderszewski, nie stosując radykalnych kontrastów, schumannowskich wzburzeń, znakomicie wyczuł ową smutną, kontrapunktyczną przechadzkę, w której co chwila przychodzi nam zatrzymać się i rozejrzeć dookoła, zmierzając bez celu w “skromnej mglistości”, spokojni w swoim niepokoju. Na bis pianista, z uśmiechem podkreślając swoje niezadowolenie z wykonania dwu miniatur (5 i 7), zagrał je z o wiele większym skupieniem. Zupełnie jakbym późniejszym programem całą energię angażował te dwa drobiazgi szukając w nich dopełnienia konsekwentnie budowanej konstrukcji recitalu.

beethoven es muss sein

Ludwig van Beethoven z „Meyers Konversations Lexikon” Leipzig und Wien (1904)

W dalszej części pianista zagrał cztery preluda i cztery fugi Jana Sebastiana Bacha wybranych z drugiego tomu Das Wohltemperierte Klavier. W wykonaniu Anderszewskiego to Bach nie tylko skromniejszy, bardziej skupiony. Wpisuje się on w sam charakter cyklu późniejszego o równe dwadzieścia lat od efektownego, pełnego kunsztownych kontrapunktów, o wiele częściej grywanego w wyborze i całości pierwszego tomu WTK. To również Bach wybrzmiewający niemal zupełnie bez rozbudowanego teatru polifonii, gdzie niewyeksponowany kontrapunkt, czy w ogóle materia muzyczna gubiąc swoją teatralność, nie jest zupełnie pozbawiona samej sceniczności, która swoją istotę i plastykę buduje w korelacji do tej słyszanej tak często w kantatach Bacha.

W nich solowy głos, dominując nad instrumentami, tworzy zamknięty, konfesyjny dramat Ja wystawionego na trud i boleść egzystencji, na niepewność jej wybawienia od zatraty. Trud ten pianista podkreślał w powtarzanych nutach, których wartość była wartością powtórzonej niepewności, coraz bardziej nagiej i bezbronnej. Nie gubił w tym wszystkim jednak właściwej Bachowi nadziei, która unaoczniała się w grze pełnej spójności, żelaznej logiki i czystości.

O ile przed przerwą usłyszeliśmy Schumanna oddalającego się i schowanego za maską polifonicznego Bacha, samego Bacha przybierającego homofoniczne oblicze, o tyle po przerwie usłyszeliśmy Beethovena przyprawiającego sobie ”gębę”  i najpewniej całej epoce, żeby na koniec próbować „zdjąć” ją z pewnym przerażeniem dla siebie i dla słuchaczy, wystawiając na chwilę twarz bezbronną i nagą. Cykl 33 Wariacji na temat walca Diabellego Piotr Anderszewski wykonuje od jego pamiętnego udziału w konkursie pianistycznym w Leeds w 1990 roku. Bezcelowym wydaje się wspominać już o legendarnym nagraniu płytowym czy wielu niezapomnianych wykonaniach koncertowych.

Właściwie Anderszewski to Wariacje op. 120. Nie było w historii pianistyki innego wykonawcy tak silnie i głęboko związanego z tym utworem. Pomimo to nie czuć było w wykonaniu nawet przez chwilę śladu rutyny, skostnienia. Niewątpliwie Wariacje w wykonaniu Anderszewskiego to dogłębnie przemyślany traktat. Traktat o niedoskonałości, satyra na niedoskonałość, którą pobudza pragnienie udoskonalania, wydostania się choć na krótką chwilę z brudu teraźniejszości i niedpowiedzeń.

anton diabelli es muss sein

Anton Diabelli (1781-1858) – wiedeński wydawca i kompozytor, grał na fortepianie i gitarze, prowadził firmę Cappi & Diabelli

Carl Czerny wspominał, że Beethoven tworzył cykl w atmosferze „wesołego dziwactwa”. Wcześni biografowie podkreślali wpisany w utwór “różowy nastrój”, „tętniący niespotykanym humorem”. W grze Anderszewskiego było to słychać jak u mało kogo. Był ciężki tam, gdzie miał być; lekki tam, gdzie nie było innej możliwości. Niesamowita Beethovenowska “gęba” co chwilę wielokrotniała, karykaturzyła się i wyśmiewała nie tylko nieszczęsny temat samego Diabellego, który kompozytor z właściwą sobie energią nazwał “szewską łataniną”. Również nastrój całej epoki skąpanej w salwach bitew, coraz silniej roztańczonego Wiednia, muzyki lichej i salonowej wydanej pod gusta drobnomieszczaństwa.

Zarówno Beethoven, jak i Anderszewski nie byliby jednak sobą, gdyby na tym poprzestali. Gdy wycisza się Beethoven “stroiciel trzęsień ziemi”, satyr, subtelnie wyłania się Beethoven myśliciel. Muzyka zyskuje charakter kontemplacyjny, staje się na wskroś filozoficzna, naga, zastygająca. Anderszewski odczytał to niezwykle sugestywnie, konsekwentnie budując zmieniający się w kolejnych wariacjach charakter dzieła, zwracającego się coraz bardziej do środka. Dzieła namyślającego się i przeglądającego we własnej wariacyjnej formie, aby w szczytowym punkcie odsłonić się, zwrócić się w kierunku prawdy bliskiej tym, które słyszymy chociażby w Wielkiej Fudze czy późnych kwartetach, gdzie zyskuje wymiar niezwykle ludzki i bolesny. Jest zmaganiem z losem, wobec którego kpina miesza się z uczuciami przejmującej głębi.

Wykonanie Anderszewskiego zbudowane oszczędnymi środkami, niestroniące jednak od dominującego wyrazu, ułożone w potężną powieść pełną melancholii, miejscami wręcz przejmującej rezygnacji, w pełni skondensowaną właściwie w dwu przedostatnich wariacjach (fuga nr 32), jakby wykonawca tylko na chwilę chciał dać w nią wgląd, jakby z daleka, idąc za kompozytorem, wiedział , że zdjąć maskę możemy tylko na chwilę, będąc świadomym tego, że “gdy wpatrujemy się w otchłań, ona wpatruje się także w nas”.

Artykuł Muss es sein? Es muss sein! [Recital Piotr Anderszewski Recenzja] pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
http://www.austriart.pl/2019/04/es-muss-sein-anderszewski/feed/ 0
[Chopin i jego Europa] Melnikov / Zuev / Orkiestra XVIII wieku / Montgomery http://www.austriart.pl/event/chopin-i-jego-europa-melnikov-zuev-orkiestra-xviii-wieku-montgomery/ http://www.austriart.pl/event/chopin-i-jego-europa-melnikov-zuev-orkiestra-xviii-wieku-montgomery/#respond Thu, 24 Aug 2017 15:00:00 +0000 http://www.austriart.pl/?post_type=tribe_events&p=2011 Koncert symfoniczny – BEETHOVEN, SCHUMANN

Artykuł [Chopin i jego Europa] Melnikov / Zuev / Orkiestra XVIII wieku / Montgomery pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
Koncert symfoniczny – BEETHOVEN, SCHUMANN

Artykuł [Chopin i jego Europa] Melnikov / Zuev / Orkiestra XVIII wieku / Montgomery pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
http://www.austriart.pl/event/chopin-i-jego-europa-melnikov-zuev-orkiestra-xviii-wieku-montgomery/feed/ 0
[Chopin i jego Europa] Melnikov / Staier / Orkiestra XVIII wieku http://www.austriart.pl/event/chopin-i-jego-europa-melnikov-staier-orkiestra-xviii-wieku/ http://www.austriart.pl/event/chopin-i-jego-europa-melnikov-staier-orkiestra-xviii-wieku/#respond Wed, 23 Aug 2017 18:00:00 +0000 http://www.austriart.pl/?post_type=tribe_events&p=2003 Koncert symfoniczny – BEETHOVEN

Artykuł [Chopin i jego Europa] Melnikov / Staier / Orkiestra XVIII wieku pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
Koncert symfoniczny – BEETHOVEN

Artykuł [Chopin i jego Europa] Melnikov / Staier / Orkiestra XVIII wieku pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
http://www.austriart.pl/event/chopin-i-jego-europa-melnikov-staier-orkiestra-xviii-wieku/feed/ 0
Liryczny Rachmaninow, frenetyczny Beethoven [Recenzja] http://www.austriart.pl/2017/03/recenzja-liryczny-rachmaninow-frenetyczny-beethoven/ http://www.austriart.pl/2017/03/recenzja-liryczny-rachmaninow-frenetyczny-beethoven/#respond Mon, 27 Mar 2017 06:00:47 +0000 http://www.austriart.pl/?p=892 Było uroczyście, ale bez przesadnego patosu. Były oficjalne powitania, polityczne oklaski i chwila zabawy. Było delikatnie i brawurowo – Beethoven powrócił! Doczekaliśmy się – koncert inauguracyjny wprawdzie już za nami, ale przed nami dopiero 11 dni muzycznej rozpusty. Program 21. Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena, pod kuratelą pani Elżbiety Pendereckiej, opanowuje warszawską scenę wydarzeń kulturalnych. Najmocniejszym punktem wczorajszego koncertu była bez wątpienia interpretacja Wyspy umarłych […]

Artykuł Liryczny Rachmaninow, frenetyczny Beethoven [Recenzja] pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
Było uroczyście, ale bez przesadnego patosu. Były oficjalne powitania, polityczne oklaski i chwila zabawy. Było delikatnie i brawurowo – Beethoven powrócił!

Doczekaliśmy się – koncert inauguracyjny wprawdzie już za nami, ale przed nami dopiero 11 dni muzycznej rozpusty. Program 21. Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena, pod kuratelą pani Elżbiety Pendereckiej, opanowuje warszawską scenę wydarzeń kulturalnych.

Najmocniejszym punktem wczorajszego koncertu była bez wątpienia interpretacja Wyspy umarłych Rachmaninowa (zainspirowanego obrazem szwajcarskiego malarza Arnolda Böcklina). Pod batutą Josepa Ponsa, hiszpańskiego dyrygenta, orkiestra Deutsche Radio Philharmonie Saarbrücken Kaiserslautern nadała temu i tak mrocznemu poematowi jeszcze silniejszej, melancholijnej głębi. Brzmienie sekcji smyczkowej było niezwykle delikatne  – chwilami (siedziałam w dalszym rzędzie) dźwięk, który dało się słyszeć z miarodajnych pociągnięć smyczka, przypominał prawie niedostrzegalne (a właściwie niedosłyszalne), mimowolne bzyczenie roju pszczół. Co jakiś czas to bębny, to trąbki zrywały nas ze słodkiego, rozmarzonego snu, by po chwili znów mógł wrócić nastrój letargu, bojaźni, zapomnienia…

Środkowa część koncertu, czyli Koncert fortepianowy Es-dur op. 73, wypadła bodaj najsłabiej. Javier Perianes, hiszpański pianista, był gwałtowny i chwilami nieuporządkowany. Doczekał się mimo to bisu, podczas którego usłyszeliśmy jedną z miniatur fortepianowych de Falli z Tańca ognia.

VII Symfonia A-dur op. 92 jak burza wkroczyła na sam koniec koncertu inauguracyjnego – istne przeciwieństwo nastrojowej i pełnej liryzmu pierwszej części występu. Tę symfonię zalicza się do najbardziej żywiołowych dzieł Beethovena i jednocześnie najbardziej rytmicznych, można by wręcz rzec „tanecznych”. Wykonanie? Burzliwe i dziarskie. Dało się czuć zmianę nastrojów w niemieckich instrumentalistach – grali świeżo, buńczucznie wręcz, symfonia nabrała charakterystycznej, rozpasanej formy. Gdy Josep Pons po raz ostatni machnął batutą, wyprostował gwałtownie ciało, zamarł w bezruchu, publiczność gromkimi brawami przerwała chwilę końcowej zadumy, entuzjastycznie skoczyła na nogi i domagała się bisu –  dyrygent powtórzył z niemiecką orkiestrą radiową fragment Scherza.

Warto na koniec wspomnieć o tym, któremu koncert poświęcono – mowa o Stanisławie Skrowaczewskim, zmarłym w styczniu tego roku, wybitnym dyrygencie, lwowiaku, który swoimi interpretacjami dzieł Antona Brucknera (austriackiego kompozytora epoki romantyzmu) i wrodzoną, muzyczną intuicją podbił serca nie tylko w Europie, ale również w Stanach Zjednoczonych (a może przede wszystkim) – to tu prowadził Minneapolis Symphony Orchestra, Filharmoników Nowojorskich, tu dyrygował muzyczną stroną spektakli Metropolitan Opera. W latach 1984 – 1991 był szefem Hallé Orchestra w Manchesterze, najstarszej brytyjskiej orkiestry (1857 r.). To postać wyjątkowa również w kontekście wczorajszego koncertu – był gościnnym dyrygentem Deutsche Radio Philharmonie Saarbrücken Kaiserslautern chwilę po dość skomplikowanym scaleniu muzyków z Saarbrücken i Kaiserslautern. To z nimi, w początkowym stadium kształtowania całej orkiestry, wówczas jeszcze znanej jako Rundfunk-Sinfonieorchester Saarbrücken, nagrał wiele utworów dla wytwórni Oehms Classics.

Nad festiwalem swój patronat roztoczył Prezydent RP Andrzej Duda. Na koncercie jednak obecny był jedynie jego poprzednik – Bronisław Komorowski – i to właśnie jemu dostały się gromkie brawa od publiczności. Zabawę zaś widzom zapewnił jeden ze sponsorów wydarzenia – Lotto. W fotelach ukryto 100 kart ze zdrapkami. Szczęśliwym zwycięzcom gratulujemy!

(NAB)

Artykuł Liryczny Rachmaninow, frenetyczny Beethoven [Recenzja] pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
http://www.austriart.pl/2017/03/recenzja-liryczny-rachmaninow-frenetyczny-beethoven/feed/ 0
Malkovich z Orchester Wiener Akademie! http://www.austriart.pl/2017/03/21-wielkanocny-festiwal-ludwiga-van-beethovena-warszawa/ http://www.austriart.pl/2017/03/21-wielkanocny-festiwal-ludwiga-van-beethovena-warszawa/#respond Sun, 26 Mar 2017 12:00:52 +0000 http://www.austriart.pl/?p=773 Doczekaliśmy się kolejnej odsłony Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena. W sali Filharmonii Narodowej oraz „na deskach” Teatru Narodowego – Opery Narodowej w Warszawie wystąpią wielkie orkiestry, tria, soliści i dyrygenci. Wśród nich i Austriacy. W tym roku do Warszawy przyjechała silna grupa znad Dunaju. Prawdopodobnie najbardziej oczekiwanym koncertem będzie wspólny występ amerykańskiego aktora Johna Malkovicha i Orchester Wiener Akademie pod batutą Martina Haselböcka. Austriak z wielkim […]

Artykuł Malkovich z Orchester Wiener Akademie! pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
Doczekaliśmy się kolejnej odsłony Wielkanocnego Festiwalu Ludwiga van Beethovena. W sali Filharmonii Narodowej oraz „na deskach” Teatru Narodowego – Opery Narodowej w Warszawie wystąpią wielkie orkiestry, tria, soliści i dyrygenci. Wśród nich i Austriacy.

W tym roku do Warszawy przyjechała silna grupa znad Dunaju. Prawdopodobnie najbardziej oczekiwanym koncertem będzie wspólny występ amerykańskiego aktora Johna MalkovichaOrchester Wiener Akademie pod batutą Martina Haselböcka. Austriak z wielkim powodzeniem dyryguje orkiestrę od ponad 25 lat, tworząc niezapomniane muzyczne widowiska z wybitnymi w swojej klasie solistami – wokalnymi i instrumentalnymi – nie tylko w repertuarze koncertowym, ale również operowym. Tym razem usłyszymy Beethovenowskie VIII Symfonię F-dur op. 93, arię Ah! Perfido, w wykonaniu Marie Arnet (szwedzkiej sopranistki), oraz muzykę do tragedii Egmont op. 84. na motywach tragedii Johanna Wolfganga von Goethego. W rolę narratora wcieli się wspomniany Malkovich.

Równie interesująco zapowiada się koncert kończący 21. edycję festiwalu. Zwieńczeniem 12-dniowej, muzycznej rewii będzie Ein deutsches Requiem Johannesa Brahmsa w wykonaniu Sinfoni Varsovii pod kierownictwem Leopolda Hagera – uznawanego za jednego z najbłyskotliwszych interpretatorów wielkich klasyków, w szczególności Mozarta. Przez wiele lat był głównym dyrygentem Volksopera w Wiedniu. Od 2015 pełni funkcję dyrektora gościnnego Orquestra Sinfónica do Porto Casa da Música. W Polsce koncertował dwa lata temu w Filharmonii Szczecin.

Co więcej? Koncert skrzypcowy e-moll opus 64. Felixa Mendelssohna-Bartholdy’ego wykona austriacki skrzypek ormiańskiego pochodzenia – Emmanuel Tjeknavorian. W drugiej części tego koncertu usłyszymy V Symfonię cis-moll Gustava Mahlera.

Ostatnim, ale nie mniej ciekawym akcentem będzie koncert Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Narodowej pod batutą Huberta Soudanta. W ich wykonaniu usłyszymy Don Quixote’a op. 35 Richarda Straussa.

21. Wielkanocny Festiwal Ludwiga van Beetovena odbędzie się w dniach 2-14 marca 2017 r.

Przypominamy spot zeszłorocznej edycji festiwalu:

Więcej informacji:

http://beethoven.org.pl/

Artykuł Malkovich z Orchester Wiener Akademie! pochodzi z serwisu Austriart.

]]>
http://www.austriart.pl/2017/03/21-wielkanocny-festiwal-ludwiga-van-beethovena-warszawa/feed/ 0